piątek, 31 sierpnia 2012

XVIII.

*Once upon a time somebody ran
Somebody ran away saying fast as I can*

Podrywam się momentalnie z łóżka na dźwięk połączenia przychodzącego, wydobywającego się z telefonu Harry’go. Szturcham go w ramię, żeby odebrał, ale widząc brak reakcji i napis na ekranie ‘Louis’ podnoszę sluchawkę, mając nadzieje, że brunet się nie obrazi.
- Harry, zapomniałem o tej cholernej próbie dzisiaj! Wogóle pomyliły mi się daty do jasnej cholery. Gdzie ty jesteś?! - mam ochotę słuchać monologu Louisa jeszcze chwilę, bo mimo, że jego głos jest wściekły, działa na mnie kojąco. Od niedawna nie miałam tak ciężkiej nocy jak dzisiejsza. Nie próbowałam nawet zasnąć, mimo to za każdym razem, gdy powieki opadały mi ze zmęczenia, podrywałam się i siedząc na łóżku próbowałam przekonać samą siebie, że nikt mnie nie obserwuje, że wszystko jest dobrze. Dopiero koło czwartej usnęłam, wtulając się najmocniej jak się dało w leżącego obok mnie Styles’a, ale i wtedy dręczyły mnie koszmary.
Po wczorajszej kąpieli Harry’emu tak poprawił się humor, że do dwunastej rozprawialiśmy o koncercie i dziewczynkach, które mnie zaczepiły. Ja natomiast uważnie słuchając jego wywodów, starałam się zebrać na odwagę, aby pokazać mu niepokojącego esemesa, jednak za każdym razem, gdy byłam bliska wyjawienia prawdy - on opowiadał jakiś kawał i poprostu nie miałam serca psuć mu tego humoru. Jednak obiecałam, że przy najbliższej, sprzyjającej ku temu okazji, opowiem o całym zajściu, jak nie Harry’emu, to komukolwiek innemu.
- Louis, to ja. Harry śpi, ale rozumiem, ze mam go obudzić i w trybie natychmiastowym odesłać…
- O cześć kotku. - rumienię się - Wybacz, że tak ryknąłem, ale Paul jest cały w nerwach, rozumiesz? Przekaż mu żeby się zbierał szybko, bo mamy dzisiaj ten bal. Do zobaczenia. - Przytakuję i rozłączamy się. Tym swoim ‘kotku’ zapewnił mi dobry początek dnia. Potrząsam Harrym lekko i głaszcząc jego włosy informuję, że musi się pośpieszyć.
- Ale ja nie chceee - mamrocze, przyciągając mnie do siebie. Próbuje mnie pocałować, gdy odrywa nas od siebie znowu ryk jego iPhona, tym razem jest to piosenka Green Day:
‘Warning. Live without warning
Say warning. Live without warning
Say warning. Live without warning’

- Ostrzeżenie? Serio? - patrze na niego z komicznym uśmiechem odczytując napis ‘Paul’.
Harry pośpiesznie wkłada spodnie, koszulkę, a ja dalej podśmiewam się z jego dzwonka i strachu przed własnym ochroniarzem, od którego telefonu nawet boi się odebrać.
- Do wieczora, piękna. Olśnij nas. - całuje mnie w policzek i wybiega w pośpiechu zostawiając mnie znowu z poczuciem niedoinformowania. Biorę więc swój telefon, na którym, dzięki Bogu, nie ma kolejnych tajemniczych wiadomości i wybieram zielony przycisk. Wsłuchując się w równomierne pikanie - oznaczające łączenie, rozkoszuję się słowem ‘piękna’ skierowanym pod moim adresem i wypowiedzianych z jakże szlachetnych ust samego Harry’ego Styles’a. Lubię jak tak do mnie mówią, słowo to wyraża tyle czułości. Tak samo mówił do mnie Piotrek - mój najlepszy przyjaciel. Mimo, że byliśmy tylko kolegami (zastrzegam nikim więcej!), zawsze stał u mojego boku, gotowy w każdej chwili pojawić się w drzwiach mojego domu i zapewnić mi porządną dawkę dobrego humoru i pocieszenia. Mówił wtedy ‘Jutro też jest dzień, piękna…’
- Jakiego wieczoru? O czym nie wiem…? Znowu. - rzucam do słuchawki. Nie jest to pretensjonalny ton, raczej lekko przerażony wizją nieznanego.
- Mamy dzisiaj występ na balu charytatywnym, będzie dużo fotoreporterów, porobią nam zdjęcia… Dani i Eleanor też idą, dlatego pomyślałem, że będzie fajnie. Ehm … nie wspominałem o tym wcześniej?
Oczywiście, że wcześniej nic nie wspomniał. Bo po co miał to niby robić? Przecież jestem tylko jego dziewczyną. Choć, w sumie, on też o tym zapomniał, więc jesteśmy w pewnym sensie kwita, bo on dostał opieprz od Paula, a ja jestem na przyśpieszonym oczyszczaniu twarzy. Eleanor siedzi w gabinecie obok i obie poddajemy się zabiegom pielęgnacyjnym. W sumie to jestem wdzięczna Louis’owi, że pomyślał i o mnie i zarezerwował nam dwóm miejsca w tym centrum odnowy biologicznej. Bez niego pewnie wyglądałabym szkaradnie, bo ręce drżałyby mi podczas nakładania makijażu, włosy odstawałyby na wszystkie strony, a płytki paznokci nie byłyby tak idealnie wyrównane i nie miałyby takiego cudownego czarnego lakieru z srebrnymi drobinami.
Po paru godzinach myślę, że wyglądamy ładnie. A nawet bardzo ładnie. Niestety nie mam takich zdolności opisywania, a poza tym opisałabym siebie tak jak czuję, że wyglądam - czyli jak zawsze paskudnie, dlatego pozwole sobie zacytować artykuł, który następnego dnia znajdę na jednym z portali modowych.
’(…) dziewczyna wyglądała rzeczywiście cudownie. Miała figurę o której marzy większosć z nas - długie, szczupłe nogi, smukła talia, uśmiech olśniewający i zadziwiająco szczery. Ogólnie twarz bardzo ładna, oczy pogodne. Teraz przejdźmy do kreacji, która olśniła nasze reporterki.
Brązowe włosy, upięte w misternego, a zarazem luźnego koka na czubku głowy - zachwyciły nas od początku. Na jej głowie znajdowała się także czarna maska z elementami piór. Kosmyki loków, które starannie wystawały z fryzury, opadały pojedynczo na ramiona. Makijaż był idealny. Ciemna kredka i ciemny cień, a rzęsy mocno wytuszowane. Równowagę do mocno pomalowanych oczu stanowiła subtelna szminka w kolorze jasnego rożu. Natomiast kreacja była sama w sobie zniewalająca. Stylizowana na wzór ‘czarnego łabędzia’; obcisła, ale skromna góra, bez ramion z aksamitnego materiału, łączyła się w pasie z cudowną tiulową spódnicą, na której znajdowały się pasy ptasich piór, również czarnych. Stopy zdobiły tego samego koloru buty od Chanel, które przykuły szczególną uwagę naszych czytelniczek (…) ‘

Bez tych zbędnych epitetów, tak wyglądam, ale jestem zdecydowanie grubsza i mniej wspaniała.
Czemu motyw czarnego łabędzia? Bal ten, polega na zbieraniu pieniędzy dla chorych dzieci i organizatorzy wymyślili sobie, że goście będą ‘anonimowi’, dlatego mamy się przebrać i mieć maski. Zdziwiła mnie ta idea lekko, gdyż skoro mają tam występować znane gwiazdy nikt nie pozostanie incognito, lecz uznaje w końcu, że jest to tylko kolejny element atrakcji wieczoru. Eleanor również wygląda cudownie i dziękuję Bogu, że siedzi teraz obok mnie w swojej długiej wieczorowej sukni z ekstrawaganckim kołnierzykiem - w jednej ręce trzymając swoją maskę, a w drugiej ściskająca moją dłoń. Podziękowałyśmy naszym stylistom, wyrażając dozgonną służbę, a teraz czekamy na chłopców. Nie umiem wytrzymać tej ciszy, ale i tak nie mogę wypowiedzieć, ani słowa. Zastanawiam się nad wczorajszą wiadomością, gdyż w uszach dalej dźwięczą mi słowa ‘chyba coś zgubiłaś, słoneczko’. Elka na szczęście spostrzega mój wewnętrzny paraliż, dlatego pyta co się stało. Balon pęka i mówię jej wszystko po kolei, zaczynając od substancji usypiającej w moim drinku ponad miesiąc temu, przechodząc przez sen w którym goni mnie samochód, a kończąc na wczorajszej wiadomości. Dziewczyna siedzi chwilę w zamyśleniu, a potem oznajmia:
- Ja bym tych spraw nie łączyła. Co prawda nie jestem jakimś psychologiem, ale uważam, że ten sen wcale nie łączy się z pozostałymi zajściami. Ta jakaś substancja mogła w sumie być tam przez przypadek, a nawet jakby ktoś chciał targnąć na Twoje życie to mu się nie udało i chyba, jak do tej pory, nie powtarzał tego. Z tym esemesem jest dziwniejsza sprawa, ale na razie zostaw to w spokoju. Pozwól się rozwinąć akcji, jeżeli w ogóle jest jakaś akcja…

Gdy chłopcy po nas przyjechali autentycznie ich zamurowało. Louis chyba z trzydzieści razy powiedział mi, że wyglądam olśniewająco, a Harry nic nie mówił po prostu się gapił. Autentycznie się gapił. Nie jestem przyzwyczajona do takich sytuacji, dlatego najbardziej na świecie chciałam opuścić nisko głowę lub zasypać się w gruzach, niestety ani jedno, ani drugie nie było możliwe, więc starałam się zachowywać powagę. Usadzili mnie z przodu, a sami w trójkę, razem z Eleanor, siedli z tyłu. Paul z poważną miną kierował, a ja wolałam się nic nie odzywać, jednak, gdy wysiadaliśmy, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, ochroniarz mrugnął do mnie porozumiewawczo i prawie niezauważalnie uniósł kciuk do góry.
Czerwony dywan był wspaniały. Louis i Eleanor poszli przodem, gnając do reszty członków zespołu, ja natomiast zostałam z Harry’m drżąc z podniecenia. To jest ten moment. Teraz wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane. Teraz każdy dowie się, że jestem jego dziewczyną. Że coś nas łączy. Stoimy tak, przepuszczając kolejne osoby, patrzę na oddalającego się Louisa i ku mojemu nagłemu zaskoczeniu, moje serce zaczyna bić tak mocno jakby chciało wyrwać się klatki piersiowej. Odwracam szybko wzrok, bo nie chce żeby to uczucie trwało dalej. Zupełnie nie wiem co się dzieje, przecież Harry stoi tuż obok mnie i nie powinnam mieć żadnych wątpliwości, niestety czuję, że coś jest na rzeczy. Może drżenie nie wynika ze strachu przed publiką…?
Oddycham głęboko i powoli uspokajam się, gdy udaje mi się osiągnąć cel chłopak patrzy na mnie pytająco – najwyraźniej chciał poczekać, aż przetrawię wizję efektownego wejścia po czerwonym dywanie, dobrze, że nie wie co myślę. Uśmiecham się i kiwam głową na znak zgody – jestem, powiedzmy, gotowa. Wchodzimy po schodkach. Brunet odszukuje moją dłoń, zaciśniętą mocno w pięść i schowaną w fałdach sukienki. Łapie mnie za nią - za moją totalnie mokrą, z nerwów, rękę. Czyni to w odpowiednim momencie … bo w tej samej chwili ze wszystkich stron rozbłyskają flesze. Wygląda to tak, jakby otoczył nas potężny grom błyskawic i gdyby nie ta jego dłoń, do której z całej siły przylgnęłam, skuliłabym się, zapominając przy tym gdzie się znajduję.
- Uśmiechnij się, będzie dobrze - szepce Styles, a potem opowiada jeden z jego ulubionych sprośnych żartów, który, co prawda, słyszałam już nie raz, ale i tak wybucham śmiechem i na chwilę zapominam o otaczającym nas tłumie. Potem idziemy jeszcze kawałek, przystajemy i pozujemy fotografom. Harry łapie mnie delikatnie w talii, a ja przechylam głowę w jego stronę i uśmiechamy się promiennie. Czuję, jak bardzo, brakowało mi tego zgiełku. Trema , która jeszcze chwilę temu kompletnie mnie sparaliżowała, teraz zamieniła się w bezgraniczną swobodę. Staram się nie zapomnieć, że tym razem mam być jedynie ‘tą dziewczyną Harry’ego Styles’a’ i nikim więcej. Próbuje wyryć sobie w mózgu, że przecież o to mi chodzi - o zachowanie jak największej anonimowości i cieszenie się życie wśród chłopców, ale z dala od błysków fleszy.
Brunet odpycha mnie lekko, chce abym okręciła się dookoła, niczym Katniss Everdeen z ‘Igrzysk Śmierci’. Wiruję, patrząc jak moja suknia unosi się lekko i wybucham śmiechem, świetnie się przy tym bawię. Widzę, że tyczka, którą Harry musiał wcześniej połknąć zniknęła i przestaje być wreszcie taki sztywny. Ja też zapominam o stresie, dziwnym Lou i moim anonimowym prześladowcy (???), jeżeli tak mogę go nazywać. Chłopak uśmiecha się razem ze mną do zdjęć, rozmawiamy pogodnie, a gdy nasz czas dla paparazzich mija, muszę go siłą ciągnąć do wejścia. W drzwiach spotykamy resztę chłopców, witamy się tak, jakbyśmy się nie widzieli latami. Oczywiście robimy to trochę pod publikę, ale nie powiem, że nie jest to miłe, gdy wymieniamy się uściskami czy komplementami. Nie patrzę w oczy Louisowi, gdy znowu podziwia mój wygląd i udaję, że nie zauważam wrogiego spojrzenia Eleanor, ani kuksańca zadanego mu w bok przez Styles’a.
Następnego godziny mijają szybko, chłopcy występują, potem żartujemy trochę, siedząc przy wspólnym stoliku. Dodatkowo mam taki komfort, że nie biegają tutaj fotoreporterzy i młode, głupiutkie dziennikarki pracujące dla zakłamanych portali plotkarskich i żądne byle głupiej sensacji. Dlatego jeżeli któraś z gwiazd chce porozmawiać z prasą, albo raczej, jak uważam, krwiożerczymi bestiami, wychodzi na zewnątrz. Chłopcy decydują się jednak na taki odważny ruch i idą na umówiony wywiad, po kilkunastu minutach wracają, ale ‘nie kompletni’. Okazuje się bowiem, że Harry i Zayn spotkali jakieś ‘dawne przyjaciółki’ i siadają z nimi, aby porozmawiać. Ucinam więc sobie krótką pogawędkę z Louis’em na tak zwany ‘luźny temat’. Co chwilę jednak zerkam, nad jego ramieniem, w celu obserwacji mojego chłopaka, który jak widać bawi się w najlepsze w towarzystwie Malika i dwóch blondynek oraz jednej brunetki. W najładniejszej dziewczynie rozpoznaję Perrie Edwards z zespołu Little Mix i muszę przyznać, że tylko ona zachowuje się jak na ‘damę’ przystało. Pozostałe piją bez umiaru, a Harry, właściwie robi to samo i dodatkowo łamiąc zadaną mi obietnice, o dzisiejszej wstrzemięźliwości od drinków. 
Część ludzi, po jedzeniu i odpoczynku wyrusza na parkiet, a ja w tym momencie ani nie mam partnera, ani ochoty, bo jestem wkurzona do granic możliwości. Dalej próbuję kontrolować Styles’a jednak nie jest to zbyt skuteczna metoda, jeżeli jest się oddalonym o ponad dwadzieścia pięć metrów. Przez chwilę, rozważam nawet teatralne wyjście lub ogólną manifestacje obrazy mojej osoby, ale i tak siedzę, jak wryta. Jak można być tak beczelnym? Czemu ta ździra prawie na nim leży, a mu to najwyraźniej nie przeszkadza, skoro śmieje się jak głupi? Marszcze brwi - gdzie te łapska kochanie? ‘To jest mój chłopak’ mam ochotę ryknąć, ale wtedy obok mnie pojawia się Louis.
- Zatańczysz? - Podrywam się ochoczo, bo skoro Styles się może bawić to i ja mogę. Tomlinson delikatnie mnie obejmuje. Jego uścisk jest zupełnie inny niż Harry’ego. Bardziej delikatny, ale zarazem stanowczy i silny, nie wiem jak on to robi… To chyba, przez to, że jest najstarszy i najbardziej przypomina z nich mężczyznę. Parskam cicho, przecież to Lou jest największym wariatem. Muzyka cicho leci w tle…
- Naprawdę prześlicznie dzisiaj wyglądasz - patrzę mu w oczy , w jego smutne szaro-niebieskiego oczy i dosłownie tonę w nich, niczym w morskiej wodzie… uśmiecham się promiennie.
- Nie wiem czy wiesz, ale już mi to mówiłeś dzisiaj … - szepcę, lekko zalotnym tonem.
Opieram mu głowę na ramieniu, w moich szpilkach jestem tego samego wzrostu co chłopak, dlatego muszę lekko się pochylić. Piosenka dobiega końca, a ja wcale nie chcę kończyć tego tańca.
- Jeszcze jeden? Ostatni raz, proszę?
Tomlinson nie puszcza mnie, w trakcie tej piosenki więcej rozmawiamy, wymieniając uwagi na temat spotkania, jestem mu wdzięczna, że tak starannie jak ja, unika tematu Harry’ego. Naprawdę przyjemnie się wreszcie przy kimś wyciszyć … przy kimś właściwie zupełnie obcym, kto mnie utulił i pozwolił się wypłakać, z powodu rozwodu rodziców, przy kimś kto mnie nie zna. Nie wiem skąd w tych chłopcach bierze się tyle ufności … Na koniec jednak szepce:
- Chyba dostanę porządny łomot od niego.
- Co? - pytam zdumiona.
- Nie zauważyłaś? Cały czas się na nas patrzy … Chyba udało nam się wzbudzić jego zazdrość. - uśmiecha się rozbrajająco. Tak, położono mnie na łopatki. Nawet przez myśl mi nie przyszło, że może chodzić o wzbudzenie zazdrości. Ja po prostu chciałam z nim jeszcze raz zatańczyć, bo sprawiało mi to przyjemność i tyle. Na te parę minut zapomniałam o całej sprawie z Harry’m. Chyba miałam rację – on mnie zupełnie nie zna, nigdy nie wykorzystałabym kogoś jeszcze z takiego błahego powodu.
- No wiesz co - kręcę głową z dezaprobatą, a w kącikach oczu pojawiają mi się łzy - naprawdę uważasz, że tylko po to z Tobą tańczę? 
Wyrywam się z jego uścisku, chce pobiec do łazienki, aby wybuchnąć płaczem, lecz odwracam się i zmierzam w kierunku naszego stolika, zmieniam decyzję, bo gdybym tego nie uczyniła, musiałabym przejść obok Harry’ego.
Widzę Louisa, wychodzącego z Eleanor na zewnątrz, widzę głębokie spojrzenie znad ramienia Danielle, które należy do Liama oraz poruszenie wśród dziewczyn, gdzie siedział Zayn z Haroldem, jednak po nich samych nie ma śladu. W ten sposób przy naszym stoliku siedzimy, sam na sam z Niall’em. Zdaję sobie sprawę, że moje ostatnie zdanie wypowiedziałam za głośno, a raczej ryknęłam na pół sali. Horan zachęca mnie raz po raz do skosztowania jakiejś potrawy czy tortu. Wygląda na to, że jest zupełnie nieświadomy całego zdarzenia, o ile jakieś zdarzenie miała miejsce i nie jest to wytwór mojej wyobraźni. W głowie jakiś głos wrzeszczy: ‘Co ty do nich czujesz, dziewczyno? Co Cię opętało?!’. Blondyn chyba jednak nie jest taki głupi, jak się mi czasami wydaje, bo mówi z swoim fantastycznym irlandzkim akcentem, słowa pocieszenia. W innej sytuacji, pewnie przytuliłabym się do niego, ale mój wybuchowy charakter nakazuje czym prędzej wyżyć się na pierwszej napotkanej osobie i tylko czeka na byle jaki pretekst. Tym samym chłopak nakładając mi na talerz wielki kawał jakiegoś malinowego ciastka, przepełnia miarę. Podsuwa mi naczynie pod sam nos. Od słodkiego zapachu mdli mnie, a co dopiero myśl, aby to spożyła.
- Niall, czyś ty do reszty zwariował?! - patrzę na niego wściekła i zatykam usta dłoń odchodząc od chłopaka zamaszystym krokiem. To że przestałam, a raczej zaczęłam starać się kontrolować swoje odruchy … wymiotne, nie znaczy, że całkiem umiem je wyeliminować. Emocje potęgują się, jak nakładanie kolejnych warst kanapek Niall’a. Cieszę się, że przynajmniej nie zbluzgałam go kompletnie na co miałam dużą ochotę. Staję za ścianą, przy specjalnie przygotowanym salonie dla gości, w którym mogą chwilę odpocząć. Biorę kilka głębokich wdechów i wydechów i zmierzam ku łazience, aby się trochę odświeżyć. Jednak na mojej drodze czeka mnie jeszcze jedna, chyba już jedna z ostatnich niespodzianek dzisiejszej nocy, w postaci samego Zayn’a Malika. Wyrósł spod ziemi po prostu ni stąd ni zowąd.
- Cześć… możemy chwilkę pogadać? - proponuje, a ja nie mając innego wyjścia potulnie kiwam głową na znak zgody. Czego i on może ode mnie chcieć? Naprawdę mam na dzisiaj dość.
- Eva, przepraszam Cię, za wszystko. Zakopiemy topór wojenny i będzie dobrze? – wypala ni stąd ni zowąd. Na szczęście już takie nagłe zwroty akcji nie szokują mnie jak dawniej.
- Tak, tak, tak Zayn. Ja też Cię strasznie przepraszam - słowa same cisną mi się na usta, nawet nie myślę co mówię, moje serce doszło wreszcie dochodzi do głosu i chyba chce choć jedną sprawę załatwić dzisiejszego wieczoru pozytywnie. Czuję, że mój mózg się poddał na dzisiaj i nie ma siły na dalszą analizę każdego nic nie znaczącego szczególiku.
- Wiesz, że nigdy nie powiedziałabym nikomu o tym, wtedy straciłam kontrolę… - Rzucam mu się na szyję, odkrywam, że to jego uścisk przynosi mi spokój i ukojenie. Tak samo jak przynosiły to dłonie Styles’a i Tomlinson’a. Powinnam być bardziej zdecydowana. Parę łez kapie mi po policzku, ale balon, którym byłam, pęka i ulatnia się z niego całe powietrze. Odrywamy się od siebie, a mulat odgarnia moje włosy z czoła i łapie mnie za policzek. Ostatnią szczegół, który w miarę trzeźwo zapamiętuje, jest fakt, że jego dotyk nie należy do tych wymienianych, jedynie, pomiędzy przyjaciółmi. Potem wszystko dzieje się tak szybko. W jednym momencie nachyla się nade mną do pocałunku, przyciska swoje usta do moich i czuję jego ciepło, próbuję nie podać się temu uczuciu, jednak, gdy, mimowolnie, moje usta układają się w odpowiedzią na gest chłopaka, całą swoją siłą woli zmuszam się do oderwania się od niego. W następnym przypływie emocji walę go, po raz kolejny, z całej siły w policzek. Nie mogę stłumić łez, gdy biegnę przez całą salę, nie zauważam, a raczej udaję, że nie widzę, głów odwracających się na mój widok, ani nie zwracam uwagi na mimowolnych świadków całego zajścia w postaci kelnerów i niestety moich przyjaciół z One Direction. Z głośników dobiega mnie ryk Axl’a: 
*Don’t you cryyyyyyy tonight*
Przy następnych wersach moje serce rozpada się na miliony drobnych kawałków, niczym roztrzaskane lustro. 
*I still love you baby*
Ostatnie, szybkie już, spojrzenie, za ramię - łapię wzrok Harry’ego i Louis’a - widząc ich twarze, bolesny grymas wykrzywia moją i tak już mocno czerwoną twarz. Zbiegam parę schodów w dół, znajduję się na zupełnie pustej już ulicy i zdaje sobie sprawę, że nie zrobię, ani kroku więcej w tych za wysokich obcasach. Siadam niczym bezradna, mała dziewczynka i rozmasowuję obolałe i poodciskane stopy.
*Don’t you cry tonight
There’s a heaven above you baby* 

Trzęsącymi się rękami grzebię w kopertówce w poszukiwaniu iPhone’a i portfela, ale trafiam na jedną wielka pustkę. Rzucam torebką w wściekłości…
*And don’t you cry tonight*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz