- Płaci Pani czterdzieści funtów. - Kurdę, czy ja mam coś ze słuchem? A racja, jednak nie - tyle się płaci za taksówkę, jeżeli wozi Cię od Stratford Centre aż po Westfield London Shopping Centre, czeka, a następnie zawozi za miasto do rezydencji Larrego. Tak, Harry i Louis wreszcie przeprowadzili się do wspólnego apartamentu, a ja cały czas o tym zapominam. Dlatego za każdym razem jak chcę odwiedzić chłopców to najpierw jadę w zupełnie inną stronę miasta, czyli tam gdzie wszyscy razem wynajmowali dom i gdzie parę tygodni temu poznałam ich razem z Panią Malik. Niestety dopiero po paru kilometrach ogarniam, że znowu pomyliłam adresy.Jednak z każdym dniem moje przyzwyczajenie odchodzi w nie pamięć, tak jak dzisiaj gdy bez wahania wypowiedziałam odpowiednią ulicę i w ten sposób oszczędziłam dodatkowe piętnaście funtów.
Wręczam taksówkarzowi banknot i wysiadam, próbując utrzymać swoje ciało w pionie. Jest to trochę trudne, gdyż stoję na piętnastocentymetrowych, nowiusieńkich szpilkach od Christiana Louboutina. Wiem, że wyglądam w nich zabójczo, z resztą co się dziwić, były moim marzeniem odkąd skończyłam siedem lat. Czerwona, niezwykle kusząca podeszwa śniła mi się nocami (oczywiście oprócz tych dni, kiedy miałam koszmary), aż wreszcie doczekałam dnia, kiedy stały się moje. Chwiejąc się lekko, zmierzam do bramy, w której wita mnie Johnny - mężczyzna o promiennym uśmiechu, który pracuje w tych dość luksusowych apartamentach, jako ochroniarz. Na szczęście oprócz wykonywanej pracy, jest dość uczynnym człowiekiem dlatego bierze odemnie, trzy pudełka, małe pakunki oraz mase papierowych toreb, w której znajdują się moje zakupy. Jedziemy windą i gdy dochodzę do mieszkania wszystko stawia na ziemi dookoła mnie. Uzgodniliśmy z Paulem, że dla zachowania prywatności chłopców, nie będziemy wpuszczać nikogo obcego do ich mieszkania. Otwieram drzwi, przechodzę do jeszcze nie dokońca urządzonego, salonu i padam na kanapę. Wnętrze niezbyt zmieniło się od mojego ostatniego pobytu tutaj, oprócz piłkarzyków do gry, które zajmują teraz honorowe miejsce na środku pokoju, jestem niesamowicie z nich dumna, gdyż była to moja niespodzianka. Wiem, że chłopcy dokładnie chcieli takie kupić, lecz ich uprzedziłam i pewnego wieczoru jak siedziliśmy wszyscy razem z Eleanor, kurier zapukał do drzwi i oznajmił, że dostali prezent. Bezcennym widokiem były ich najpierw zaskoczone miny, a potem radość jaką mieli przy rozpakowywaniu i składaniu zabawki. Nie myślcie sobie jednak, że kupiłam jakieś dziadostwo, bo niczego innego bardziej nie lubię, niż rzeczy, które zaraz się rozsypią. Tak samo jak z moimi butami: mogłabym kupić trzydzieści par, ale kupiła jedną, porządną i mam pewność, że wytrzymają długie lata.
Oglądam stosy sukienek, bluzek i t-shirtów kupionych w Primarku, Zarze, Hollisterze i innych tego typu sieciówkach, krótko mówiąc w każdej która stanęła na mojej drodze. Najbardziej jestem jednak z dumna z moich ubrań sportowych, które zakupiłam dzięki pomyśle Nialla o wspólnym chodzeniu na siłownie. Rozumiecie, muszę jakoś wygladać przy chłopcach, a poza tym lubię czuć się zadbana. Broń Boże, nie jestem jakąś próżną laleczkę, ale chyba nikomu raz na czas nie zaszkodzi sprawić sobie małą przyjemność… Znaczy w moim wypadku dużą przyjemność… mniejsza z tym.
Chłopcy mieli dzisiaj rano jakieś nagrania w studio i wiem, ze do ich przybycia zostało mi trochę czasu, dlatego przebieram się w obcisłe leginnsy - odprowadzające ciepło, skąpą koszulkę na ramiączkach, na nogi wkładam nowiutkie malinowe buty do biegania i w ręce trzymając iPoda, wychodzę przed budynek. Bieganie wydaje mi się takie wspaniałe, jako dziecko zawsze podziwiałam ludzi, w dresach, którzy niezależnie od pogody pokonywali określony dystans. Teraz ja mam zamiar dołączyć do takiej rodziny. Obmyślam w głowie trasę po okolicznych ulicach i ruszam truchtając. Niestety nie jest to takie łatwe jakby się wydawało, po dwudziestu minutach, nie mam już tlenu w płucach, a serce wali jakby miało mi wypaść z klatki piersiowej, a ostry, kłujący ból z prawej strony daje o sobie znać tak, że nie dam rady dalej. Siadam na schodkach i próbuję uspokoić organizm. Siedzę parę minut i identyfikuje objawy z jakimi się zmagam, nie wydolność serca, a raczej zbyt małe możliwości przepływu krwi, jak na duży wysiłek fizyczny, ból z boku jest zapewne kolką wątrobową - ogólnie brak jakiejkolwiek kondycji. Uśmiecham się do siebie, gdyż przypomniałam sobie, jaką radość sprawiało mi rozwiązywanie różnych spraw medycznych i sama nauka biologii. Teraz, kiedy codziennie od rana przychodzą do mnie, na zajęcia różni korepetytorzy i nauczyciele, nie mam zbytnio czasu, aby zastanawiać się dłużej nad przedmiotami sprawującymi mi przyjemność. Jak automat wstaję rano, po około pięciu godzinach kończę, uczę się trochę czy pisze zadane eseje i jadę spotkać się z Harrym. Wiem, ze nie mogę żyć teraźniejszością, dlatego myślę o przyszłości i nie opierałam się, gdy zaproponowano mi indywidualny tok nauczania. Tak na marginesie takie domowe lekcje, nie różnią się wiele niż te w szkole, oczywiście jesteś sam na sam z nauczycielem, który zawsze Cię odpytuje z zadanego materiału, ale nie przeszkadza mi to tak bardzo, gdyż mam dodatkową motywację do nauki. Oprócz tego - wiadomo - są nudniejsze i ciekawsze tematy, a licealne życie w Londynie polega głównie na imprezowaniu niż na nauce, więc więcej zyskuję niż tracę.
- Cześć, co tu robisz? - Podnoszę wzrok i widzę uśmiechniętą twarz Liama.
- Hej, jak dobrze Cię widzieć! Biegałam… ale teraz chyba nie dam rady wrócić - ożywiam się i oboje wybuchamy śmiechem. Chcę przytulić się do niego, ale lekko odpycha mnie ręką. Patrzę na niego zdziwiona.
- Przepraszam, ale wiesz mogą tu się czaić gdzieś fotoreporteży, a chyba chce uniknąć rozgłosu. Patrzę na niego zdziwiona.
- Chyba nie możemy się ukrywać przez całe życie. No dalej Liam! Co to za świat w którym nie możesz przytulić przyjaciela?
Czuję się urażona, nie chodzi o to, że nie rozumiem, że mogę im zaszkodzić, ale o to, że, jak dla mnie, wygląda to tak, jakby się mnie wstydził. Brunet najwyraźniej odczytuje moje odczucia, bo przytula mnie mocna i szepcze przeprosiny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz