Przemierzam szybko halę przylotów Heathrow. Muszę przyznać, że przez te trzy godziny odkąd opuściłam Polską ziemię, parę, rzeczy uległo zmianie. Humor zmienił mi się o sto osiemdziesiąt stopni, jeżeli można to tak określić. Przeczytałam wszystkie magazyny plotkarskie, flirtowałam z przystojnym blondynem siedzącym dwa rzędy dalej i dodatkowo w strefie bezcłowej zakupiłam moje ulubione perfumy Diora. Jedyną rzeczą, która mnie zdenerwowała to tłum nastolatek tłoczący się i torujący mi drogę do wyjścia. Rozhisteryzowane i rozemocjonowane dziewczynki przekrzykują siebie nawzajem i skutecznie zagłuszają moje myśli. Z każdej strony słyszę tylko ‘One Direction, Oneee Direeection’. Rozwścieczona próbuję się przepchać pomiędzy rówieśniczkami, co prawda, muszę przyznać, że z chęcią bym zobaczyła ‘na żywo’ ten ich sławetny zespół, lecz nie mam ochoty na bliższe spotkanie drugiego stopnia z Zaynem Malikiem, który jest członkiem tego boysbandu. Pozostałych chłopaków nie znam z imienia, kojarzę tylko z wyglądu , ale przyznam się bez bicia, że znam ich piosenki i naprawdę bardzo miło się mi ich słucha. Pomijam oczywiście głos Zayna, który przywołuje nie miłe wspomnienia.
No, muszę przyznać, że ta szkoła dla dziewcząt
jest jedną z najbardziej rygorystycznych. Przez resztę drogi jednak się już nie
odzywam, bo głowę zaprzątają mi na przemian nastolatki z lotniska, a nieznana
przyszłość.
* * *
Dni mijają spokojnie,
postanowiłam, dać sobie czas na zaaklimatyzowanie się w nowym środowisku, na
odświeżenie starych znajomości. Niestety to ostatnie nie idzie mi tak dobrze,
po pierwsze dlatego, że ja się nieco zmieniłam, a po drugie, że ludzie się
zmieniają i moje przyjaciółki z czasów dzieciństwa, albo mnie nienawidzą albo
błagają, abym umożliwiła im spotkanie z różnych gwiazdami – na czele z
Justinem Bieberem i One Direction. Dlatego moja lista znajomych szybko zostaje
pusta. W internacie też nie poznaję bliskich mi dusz. Większość uczennic to
rozpieszczone imprezowiczki i puste lalki Barbie, którym jedynym tematem rozmów
są lakiery do paznokci i odżywki do włosów. Pozostałą część stanowią zwyczajne
kujonki, wysłane do tej szkoły tylko po to, aby, jak uważają ich rodzice,
uchronić te pokorne i delikatne duszyczki przed złem - takim jak są narkotyki i
alkohol. Słysząc takie zdania nie mówię nic, ale w duchu mam niezły ubaw z
rozumowania opiekunów oraz z tych dwóch nienawidzących się grup dziewcząt. Najgorsze jest jednak to, że między nimi jestem
ja. I nawet jakbym się bardzo, ale to bardzo starała nie uda mi się dopasować,
tak więc wieczorami siedzę sama w swoim pokoju, uczę się tak pilnie, powtarzam
milion razy wiedzę i odrabiam zadania najdokładniej jak umiem, niestety i tak
zostaje mi mnóstwo wolnego czasu z którym nie wiem co mam robić. Na szczęście,
jako jedna z najlepszych uczennic w mojej klasie dostaje dwudniową przepustkę i
mogę spędzić cały weekend gdzie tylko chcę.
Dlatego w sobotę z samego rana chowam głęboko w
kąt mój bordowo-granatowy mundurek i z wielkiej walizki wygrzebuję moje
najlepsze ubrania. Ubieram swoją ulubioną sukienko-tunikę z Topshop’u,
ciemne jeansy, płaskie buty, na koniec parę bransoletek i naszyjnik i na
wszystko narzucam parkę. Włosy rozpuszczam luźno i wyruszam do wielkiego
świata.
Przechadzam się
uliczkami Londynu, wchodząc po drodze do parunastu sklepów z ubraniami. Jednak
jeżeli mam być szczera trochę walczę ze sobą. Gdyż w niektórych miejscach przypominam
sobie różne wydarzenia z przeszłości, niektóre niestety nie są zbyt
pozytywne. Nie łatwo jest tym bardziej, że parę dziewczyn w
moim wieku rozpoznaje mnie… i, o zgrozo, wypytuje co u mnie słychać i co
robiłam przez te parę lat. W Krakowie, nikt nie zwracał na mnie większej uwagi,
ludzie najwyraźniej przyzwyczaili się do mojej, bądź co bądź, niegdyś sławnej
osoby, a tutaj jest natomiast zupełnie inaczej. Dziewczyny uśmiechają się do
mnie ze wszystkich stron i mówią, że żałują, że zrezygnowałam z show biznesu.
Oczywiście nie atakuje mnie masa rozwrzeszczanych fanek, jak kiedyś, tylko
zaledwie garstka osób, jednak te spotkania zmuszają mnie, przez moment, do
myślenia na temat starego życia - na szczęście nie na długo.
Jak na styczeń przypada, pogoda w Londynie
nie jest zachęcająca do wielogodzinnych spacerów, mam już lekko skostniałe ręce
dlatego postanawiam wejść do najbliższej kawiarni czy restauracji. Los sprawia,
że przechodzę obok ‘Skylon’ mojej ulubionej restauracji z czasów dzieciństwa.
Mimo, że mój obiad będzie kosztował z trzydzieści funtów postanawiam wejść.
Zadowolona z panującej tam wspaniałej atmosfery, siadam przy stoliku pod oknem
i czekam na zamówienie. Tweetuje zdjęcia, które udało mi się zrobić podczas
mojej przechadzki i obserwuje ludzi przez okno. Kiedy kelner przynosi mi moją
sałatkę i grillowanego kurczaka, podnoszę wreszcie głowę i rozglądam się
dookoła. To co, a raczej kogo widzę przy sąsiednim stoliku całkowicie
paraliżuje moje ciało.
Czuję jak grunt usuwa mi się spod nóg, kiedy
kobieta ściska mnie i uśmiecha się do mnie przyjaźnie, a następnie dosiada się
do stolika. Boże, całe moje starania, zmienianie numeru telefonu i ostrożność
poszły na marne. Drobne kropelki potu pojawiają mi się na czole, a
na twarzy mam wypieki, do tego ręce całe mi się trzęsą. Wcale nie jestem
zadowolona z takiego obrotu spraw, próbuje wyciągnąć tabletki z torebki,
całkowicie ignorując jej słowa, w efekcie jednak szamocą się z zamkiem,
który jak na złość nie chce się rozsunąć. Przerażonym wzrokiem patrzę na tą
kobietę – ‘nie wzięłam tych pastylek pomóż mi’. Patricia Malik uważnie mi się
przygląda, doskonale wie co się dzieje, zna mnie, a raczej pamięta, aż za
dobrze.
- Kochana, przepraszam.
Nie chciałam Cię zdenerwować – mówi spokojnym, cichym głosem – jak się masz?
Nie wiedziałam, że wróciłaś do Londynu. Bardzo się cieszę, że znów tu jesteś. –
moje serce powoli zwalnia, uśmiecham się do niej lekko. W przeciwieństwie do
moich rodziców i znajomych z Polski, doskonale wie, jak się ze mną obchodzić.
Odwraca moją uwagę, przy czym próbuje łagodzić mój stan odpowiednim tembrem
głosu. Wie co przeszłam, wie, że przed chwilą byłam bliska kolejnego ataku,
uśmiecha się do mnie i łapie delikatnie moją dłoń.
Wzdrygam się, bo dawno nikt nie wykonał w
stosunku do mnie takiego, prostego gestu. Niestety czując jej dotyk,
wszystko, ale to wszystko do mnie wraca - okropne dzieciństwo, Zayn, te
wszystkie straszne dni, a na koniec pobyt w klinice. Próbuje nie patrzeć jej w
oczy, ale znowu wstrząsa mną dreszcz, bo przez głowę przemyka mi Los
Angeles i ja - jako tamtejszej gwiazdki. Zamykam oczy znowu i już nie
myślę o niczym. Zaczyna kręcić mi się w głowie . Jest już za późno – tracę
panowanie.
Otwieram oczy, znajduję się na oddziale w
szpitalu, leże na kozetce. Za oknem jest ciemno, więc najprawdopodobniej minęło
trochę czasu od zajścia w Skylon do teraz. Powoli przypominam sobie całe
zajście, Patricie i moje wspomnienia. Wzbiera we mnie złość, że po prostu
pozwoliłam temu uczuciu trwać. Że nie spróbowałam opanować lęku i poddałam się
niemu bez oporu. Teraz jestem już spokojna, jedyne co czuję to wstyd i złość.
Jak pani Malik się poczuła? Ona, Bogu ducha winna kobieta, która zawsze
okazywała mi tyle ciepła i współczucia i na którą zawsze spadały najgorsze
upokorzenia. Wzdycham ciężko i wtedy podchodzi do mnie młody lekarz i świeci mi
małą latareczką w źrenice. Osłuchuje mnie i pyta czy wiem co się stało.
- Miałam atak. – mówię przesadnie dobitnie, a
raczej tak jakbym miała znowu pięć lat. - Tak – mężczyzna potwierdza spokojnym głosem –
miałaś atak.
- To był mocny stan lękowy, może lekko
irracjonalny. Do tego nie zażyłam popołudniu tabletek, więc pewnie dlatego to
się wydarzyło. Poza tym jest już dobrze, wspomnienia na moment wróciły, ale
opanowałam emocje. – kontynuuje moją przemowę. Jestem dumna z siebie, że
pierwszy raz udało mi się ocenić i rozpoznać w pełni fachowo, przyczynę
zaburzenia.
- Panno Vermont, jak widzę świetnie się Pani
zdiagnozowała. – oznajmia doktor, a ja w myślach biję brawo dla swojego
profesjonalizmu. Uśmiecham się trochę głupkowato – ach, niestety podali mi te
okropne leki rozweselające, żeby powstrzymać kolejne serie strachu.
-Nie widzę teraz żadnych problemów, wydaję mi
się, że może Pani udać się do domu … Rozumiem, że jest pani w miarę
przyzwyczajona do tego typu ataków? - patrzy na mnie uważnie, a ja kiwam głową.
To oczywiste, że jestem przyzwyczajona, jednak mam na tyle silne leki, że w
ostatnich miesiącach nie zdarzały się takie sytuacje. Ten atak jest pierwszym,
od bardzo dawna.
– Pani Malik podała się
za Pani prawnego opiekuna, czy ona na pewno nim jest? - unoszę brwi
zdumiona i zszokowana, ale nerwowo przytakuję. Lekarz, co prawda, nie
wygląda na przekonanego, ale bez słowa, przepisuje mi dodatkowe pastylki i daje
wypis, dodatkowo prosi, abym nie pozostawała bez opieki przez następną dobę. Uśmiecham się, szybko zakładając byle jak sweter
i wychodzę na korytarz. Pierwsze co widzę to Tricia, która spokojnie siedzi
przed gabinetem - jej obecność jest dla mnie kolejnym zaskoczeniem, gdyż byłam
przekonana, że po przywiezieniu mnie tutaj, pojechała do domu, bo przecież
spełniła swój nieformalny obowiązek wobec mnie. Opiekuńczo mnie obejmuje i
prosi, aby opowiedziała jej co u mnie się działo przez te wszystkie lata.
Dzięki Bogu, nie wygląda na złą z powodu mojej, można by powiedzieć
,alergicznej reakcji na jej widok w restauracji.
Tak więc następne pół godziny spędzamy
w poczekalni; opowiadam o ostatnich miesiącach mojego życia, co prawda,
pomijając niektóre, pikantniejsze i bolesne szczegóły. Potok moich słów zalewa
ją całkowicie i łapię się na tym, że mam ochotę powiedzieć jej zupełnie
wszystko, rozpłakać się jak dziecko i wreszcie wyrzucić z siebie zmartwienia.
Nie wiem czemu, tak łatwo mi się z nią rozmawia, ale wiem też, że muszę się
opamiętać i zamknąć jadaczkę zanim palnę za dużo. Udaje się. Pani Malik mówi co
nie co, o swoim losie. A ja zastanawiam się, co takiego we mnie wstąpiło, że
zwierzam się obcej kobiecie. To znaczy nie zupełnie obcej, ale nie wiem,
jak inaczej określić tą naszą … znajomość.
Nagle ni stąd ni zowąd oznajmia że ma pewien
pomysł i prosi, żebym z nią pojechała. W drodze przypominam sobie o rodzicach,
do których powinnam zadzwonić, jednak Patricia mnie ubiega:
- Rozmawiałam z nimi
oczywiście chcieli przyjechać, ale oni mają własne problemy, a my jakby
jesteśmy rodziną – wzdrygam się na samą myśl o tym – więc zaopiekuję się Tobą,
spokojnie. – Jestem jej cholernie wdzięczna, że ktoś wziął moje los w
swoje ręce, choć na jeden dzień - teraz mam szansę się wyciszyć, ale czekam
na dalszy rozwój sytuacja, bo Patricia nigdy nie zachowywała się jak niańka. –
Jak chcesz mogę się tobą zająć, choć ty jesteś niepokorna i nie sądzę, żeby Ci
się to spodobało, ale martwię się o Ciebie. Naprawdę. Mogę Cię odwieźć dzisiaj
do internatu, ale najpierw chciałabym Cię z kimś poznać … - Uśmiecha się do
mnie tajemniczo.Uśmiecham się niepewnie, bo kompletnie nie wiem o co jej chodzi, ale jestem szczęśliwa. Nie wiem czemu tak się czuję, ale wydaję mi się, że to przez tą aurę którą wytwarza pani Malik i ewentualnie, przez ten duszący, ale śliczny aromat wanilii unoszący się w jej samochodzie. Sama siebie nie rozumiem, bo powinnam nienawidzić tą kobietę, a raczej jej byłego męża, no i oczywiście Zayna – którego i tak, nienawidzę najbardziej na świecie. Muszę przyznać i tym samym wystawić się na obelgi ze strony jego fanek, że wcale nie uznaję go za pięknego chłopca, obdarzonego niesamowitym głosem. Uważam go za zwykłego dupka, którym był będąc małym chłopcem, więc boję się pomyśleć jakim skończonym idiotą jest teraz.
- Jedziemy do chłopców, El – Z zamyślenia wyrywa mnie głos Trici. Patrzę na nią zszokowana, bo dawno nikt nie zwracał się do mnie ‘El’, które jest zdrobnieniem, od mojego drugiego imienia Ella. Bo ja naprawdę nazywam się Eva Ella, choć co prawda, teraz wszyscy mówią do mnie Eva i raczej nikt nie wie, że mam drugie imię, a nawet jak wie, to go nie stosuje. A ja od zawsze chciałam mieć na imię Ella. Zaraz … Ella Ellą, ale co ona powiedziała wcześniej? ‘Jedziemy do CHŁOPCÓW’?! O czym ona mówi, Boże, mam nadzieje, ze nie myśli o tym o czym ja.
- Zaraz do kogo jedziemy??? – Staram się nie
podnieść głosu z wściekłości. Pani Malik, spokojnym głosem oznajmia, że
jedziemy do chłopaków z zespołu One Direction i od razu uprzedza, że
Zayna przez najbliższe trzy dni nie będzie więc mam się nie przejmować –
najwyraźniej wszyscy wiedzą o mojej ukrytej urazie do tego mulata. Kiwam głową
powoli, nie wiem co myśleć, ale właściwie nie mam czasu na myślenie, a tym
bardziej na protest, bo samochód staje, pod jakąś willą. Mam ochotę uciec jak
najdalej i nawet piechotą dojść do internatu, ale właściwie z chęcią bym moją
towarzyszkę udusiła i porąbała siekierą. Jak mogła mnie w coś takiego wpakować?
Wreszcie, całą siłą woli, mamroczę, że ja muszę iść i popycham drzwiczki jednak,
jest już za późno. W głowie wypowiadam najgorszy potok przekleństw jakie znam,
a za plecami słyszę słodkie szczebiotanie Patricii i męski głos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz