Hej wszystkim :) Cieszę się, jeżeli ktoś tutaj trafił, zapraszam do czytania kolejnych rozdziałów :D
Jest to mój pierwszy taki blog z opowiadaniem, hmm właściwie to już drugi, bo mam też tumblra, na którym ta historia doczekała się już 19 rozdziałów :D ale postanowiłam wszystko od początku poprawiać i pokolei zamieszczać tutaj :D
miłego czytania kochani <3
przepraszam, za wszystkie literówki, błedy itp.
Czekam na komentarze i uwagi :) i jkbc zapraszam na mojego tt:@itsofficialeva
xoxo.
PROLOG
Jak to wszystko się zaczęło?
Kolejna kłótnia z rodzicami. Łzy znowu zaślepiają oczy, a krzyki
ciągle uderzają falami w moje uszy, gdy o mało nie przewracam się biegnąc po
schodach. Trzaskam, z całej siły, drzwiami od mojego pokoju, a po chwili
uderzam o nie plecami i próbuję się uspokoić - nie jest to łatwe, a tym
bardziej nie pomaga w tej sytuacji fakt, że nie czuję bólu, mocno wbijanych
paznokci w nadgarstek i cała moja dłoń, czerwona i umazana lekko krwią, wygląda
tragicznie. Dodatkowo co chwilę wstrząsa mną jakiś dziwny dreszcz i wybucham
płaczem. Mam ochotę poprzewracać półki, wyrzucić telewizor za okno i wrzeszczeć
ile w lezie. Ale zamiast tego zwijam się w kłębek -jak mały kotek i czekam, aż
szarpiące całym, moim ciałem torsje ustaną. Właściwie to może poczułabym się
lepiej, gdybym wyrzuciła z siebie ten paskudny czekoladowy deser, który zjadłam
rano w przypływie kompletnej bezsilności jednak nie chcę pogarszać sprawy i
powodować jeszcze większej awantury, którą podsyciłaby moją rzekoma anoreksja.
Po kilkunastu minach, podniesione głosy z kuchni ustają - kończy je głośny
szczęk zamykanych drzwi wejściowych. Teraz mogę spokojnie odetchnąć.
Zbieram myśli i zastanawiam się co w ciągu ostatnich miesięcy się
zmieniło i czemu te codzienne kłótnie stały się nieodłącznym elementem dnia . Mało
pocieszającą, wiadomością również jest to, że afery wybuchają głównie
mojej winy, ale czy na pewno? Czy o niczym nie świadczy fakt, że rodzice nawet,
gdy mnie nie ma się kłócą? Może pogarszam trochę sprawę, ale nie jest to
całkowicie moja wina? Próbuję się usprawiedliwiać, że to taki swoisty bunt, że
biorąc pod uwagę mój stan... Tak, tak, jestem najnieszczęśliwszym
człowiekiem na ziemi, a przynajmniej wydaje mi się, że nim jestem, że nie można
upaść niżej niż ja. Dlatego sądzę, że przysługuje mi prawo, aby od czasu do
czasu sobie powrzeszczeć i ponarzekać przynajmniej? Co prawda, przysparzałam
rodzicom ostatnio same problemy - trochę przesadzałam z imprezowaniem, mówiąc
krótko, ale robiłam to tylko po to, aby zapomnieć o narastającym poczuciu winy,
przeszłości i całym bólu, rozrywającym mi serce raz za razem, z wiadomych
przyczyn. I tak, to prawda, że po niektórych mocno, zakrapianych alkoholem
przyjęciach zupełnie traciłam kontrole, ale przepraszałam i próbowałam się
zmienić. Jednak tata z mamą codziennie muszą mi to wszystko wypominać, oprócz
tego mają pretensje o moją rozrzutność i brak szacunku do ich ciężkiej
pracy. Snując różne teorie, kiwam z przykrością głową i zabijam czas zabawą
moimi kosmykami, wypielęgnowanych i lśniących włosów. Po chwili oczy same kleją
mi się ze zmęczenia i zasypiam.
Budzi mnie ciche pukanie, w drzwiach ukazuje się postać z
szytym na miarę, idealnie dopasowanym granatowym garniturze od Hugona Boss’a.
- Możemy pogadać? – pyta cicho tata. Patrzę na jego twarz i cała
moją wściekłość ulatnia się, jest przepracowany i zestresowany, a ja wiem, że w
żaden sposób nie ułatwiam mu życia. Z resztą, chyba, każdy rodzic
szesnastolatki ma problemy wychowawcze. Ojciec siada na łóżku … Szykuje
się na jakąś przemowę, bo pociera dłońmi w lekkim zdenerwowaniu.
- Słuchaj, źle się dzieje między nami… nami
wszystkimi. Rozważaliśmy to już od dawna, a dzisiejsza sytuacja utwierdziła nas
w przekonaniu, że podjęliśmy słuszną decyzję – marszczę brwi - uznaliśmy,
że wracasz do Londynu. Zamieszkasz w Woldingham School jak już kiedyś
planowaliśmy. Wyciszysz się, odpoczniesz od nas, po za tym kochasz Londyn
- Wow. To teraz mnie kompletnie zatkało.
Wracam do Londynu - miasta nie tyle szalonego, co magicznego. W
jednej chwili przez głowę przelatują mi setki wspomnień z zeszłorocznej
wycieczki do Anglii, jak również, parę lat dzieciństwa, które spędziliśmy tam,
jako idealna rodzina. Cieszę się, po raz pierwszy od wielu tygodni czuję
prawdziwą radość. Wiem, że będzie dobrze, musi być, skoro wreszcie mogę oderwać
się od mojego toksycznego środowiska z nadopiekuńczymi rodzicami i mnóstwem
fałszywych przyjaciół na czele. Uśmiecham się i taki sam wyraz twarzy widzę u
mojego taty. Tak dawno nie widziałam, tego lekko łobuzerskiego i mimo wszystko,
wciąż młodego uśmiechu.
- A co będzie z Tobą tatusiu? – wracam na ziemie, gdyż skoro mam
wyjechać muszę dowiedzieć się paru istotnych wiadomości. Ojciec jest jedyną
osobą, z którą mam dobry kontakt; zawsze był przy mnie i mimo, że ma mnóstwo
pracy zawsze znajdował dla mnie czas – w przeciwieństwie do mamy, która zawsze
była poza domem do późnego wieczora.
- Wyjaśnimy sobie wszystko z mamą, nie martw się, to tylko taki
kryzys – widząc moje smutne i niedowierzające spojrzenie, kontynuuje
oświadczenie – Zobaczysz, będzie jeszcze tak jak dawniej.
* * *
To zdanie dręczy mnie przez cały następny dzień, nie wiem czemu,
ale czuję, że odtąd nic już nie będzie takie samo. Utwardza mnie w tym
przekonaniu, dodatkowo, fakt, że stojąc popołudniu na płycie lotniska i czując
jak wiatr rozwiewa mi włosy i luźną bluzkę, jakiś cichy głos mi szepce, że
rozpoczynam kolejny rozdział mojego życia. Rozmyślam nad tym podczas lotu;
zostawiam w Krakowie wszystkie moje smutki i depresje, wreszcie spróbuję ruszyć
dalej i całą swoją przeklętą przeszłość zostawić daleko za sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz