piątek, 31 sierpnia 2012

PROLOG


Hej wszystkim :) Cieszę się, jeżeli ktoś tutaj trafił, zapraszam do czytania kolejnych rozdziałów :D
Jest to mój pierwszy taki blog z opowiadaniem, hmm właściwie to już drugi, bo mam też tumblra, na którym ta historia doczekała się już 19 rozdziałów :D ale postanowiłam wszystko od początku poprawiać i pokolei zamieszczać tutaj :D
miłego czytania kochani <3
przepraszam, za wszystkie literówki, błedy itp.

Czekam na komentarze i uwagi :) i jkbc zapraszam na mojego tt:@itsofficialeva

xoxo.




PROLOG

 Jak to wszystko się zaczęło?

Kolejna kłótnia z rodzicami. Łzy znowu zaślepiają oczy, a krzyki ciągle uderzają falami w moje uszy, gdy o mało nie przewracam się biegnąc po schodach. Trzaskam, z całej siły, drzwiami od mojego pokoju, a po chwili uderzam  o nie plecami i próbuję się uspokoić - nie jest to łatwe, a tym bardziej nie pomaga w tej sytuacji fakt, że nie czuję bólu, mocno wbijanych paznokci w nadgarstek i cała moja dłoń, czerwona i umazana lekko krwią, wygląda tragicznie. Dodatkowo co chwilę wstrząsa mną jakiś dziwny dreszcz i wybucham płaczem. Mam ochotę poprzewracać półki, wyrzucić telewizor za okno i wrzeszczeć ile w lezie. Ale zamiast tego zwijam się w kłębek -jak mały kotek i czekam, aż szarpiące całym, moim ciałem torsje ustaną. Właściwie to może poczułabym się lepiej, gdybym wyrzuciła z siebie ten paskudny czekoladowy deser, który zjadłam rano w przypływie kompletnej bezsilności jednak nie chcę pogarszać sprawy i powodować jeszcze większej awantury, którą podsyciłaby moją rzekoma anoreksja. Po kilkunastu minach, podniesione głosy z kuchni ustają - kończy je głośny szczęk zamykanych drzwi wejściowych. Teraz mogę spokojnie odetchnąć. 
Zbieram myśli i zastanawiam się co w ciągu ostatnich miesięcy się zmieniło i czemu te codzienne kłótnie stały się nieodłącznym elementem dnia . Mało pocieszającą, wiadomością również jest to, że afery wybuchają  głównie mojej winy, ale czy na pewno? Czy o niczym nie świadczy fakt, że rodzice nawet, gdy mnie nie ma się kłócą? Może pogarszam trochę sprawę, ale nie jest to całkowicie moja wina? Próbuję się usprawiedliwiać, że to taki swoisty bunt, że biorąc pod uwagę mój stan... Tak, tak, jestem  najnieszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, a przynajmniej wydaje mi się, że nim jestem, że nie można upaść niżej niż ja. Dlatego sądzę, że przysługuje mi prawo, aby od czasu do czasu sobie powrzeszczeć i ponarzekać przynajmniej? Co prawda, przysparzałam rodzicom ostatnio same problemy - trochę przesadzałam z imprezowaniem, mówiąc krótko, ale robiłam to tylko po to, aby zapomnieć o narastającym poczuciu winy, przeszłości i całym bólu, rozrywającym mi serce raz za razem, z wiadomych przyczyn. I tak, to prawda, że po niektórych mocno, zakrapianych alkoholem przyjęciach zupełnie traciłam kontrole, ale przepraszałam i próbowałam się zmienić. Jednak tata z mamą codziennie muszą mi to wszystko wypominać, oprócz tego mają pretensje o  moją rozrzutność i brak szacunku do ich ciężkiej pracy. Snując różne teorie, kiwam z przykrością głową i zabijam czas zabawą moimi kosmykami, wypielęgnowanych i lśniących włosów. Po chwili oczy same kleją mi się ze zmęczenia i zasypiam.
 Budzi mnie ciche pukanie, w drzwiach ukazuje się postać z szytym na miarę, idealnie dopasowanym granatowym garniturze od Hugona Boss’a.
- Możemy pogadać? – pyta cicho tata. Patrzę na jego twarz i cała moją wściekłość ulatnia się, jest przepracowany i zestresowany, a ja wiem, że w żaden sposób nie ułatwiam mu życia. Z resztą, chyba, każdy rodzic szesnastolatki ma problemy wychowawcze.  Ojciec siada na łóżku … Szykuje się na jakąś przemowę, bo pociera dłońmi w lekkim zdenerwowaniu.
- Słuchaj, źle się dzieje między nami… nami wszystkimi. Rozważaliśmy to już od dawna, a dzisiejsza sytuacja utwierdziła nas w przekonaniu, że podjęliśmy słuszną  decyzję – marszczę brwi - uznaliśmy, że wracasz do Londynu. Zamieszkasz w Woldingham School jak już kiedyś planowaliśmy. Wyciszysz się, odpoczniesz od nas, po za tym kochasz Londyn  - Wow. To teraz mnie kompletnie zatkało.
Wracam do Londynu - miasta nie tyle szalonego, co magicznego. W jednej chwili przez głowę przelatują mi setki wspomnień z zeszłorocznej wycieczki do Anglii, jak również, parę lat dzieciństwa, które spędziliśmy tam, jako idealna rodzina. Cieszę się, po raz pierwszy od wielu tygodni czuję prawdziwą radość. Wiem, że będzie dobrze, musi być, skoro wreszcie mogę oderwać się od mojego toksycznego środowiska z nadopiekuńczymi rodzicami i mnóstwem fałszywych przyjaciół na czele. Uśmiecham się i taki sam wyraz twarzy widzę u mojego taty. Tak dawno nie widziałam, tego lekko łobuzerskiego i mimo wszystko, wciąż młodego uśmiechu. 
- A co będzie z Tobą tatusiu? – wracam na ziemie, gdyż skoro mam wyjechać muszę dowiedzieć się paru istotnych wiadomości. Ojciec jest jedyną osobą, z którą mam dobry kontakt; zawsze był przy mnie i mimo, że ma mnóstwo pracy zawsze znajdował dla mnie czas – w przeciwieństwie do mamy, która zawsze była poza domem do późnego wieczora.
- Wyjaśnimy sobie wszystko z mamą, nie martw się, to tylko taki kryzys – widząc moje smutne i niedowierzające spojrzenie, kontynuuje oświadczenie – Zobaczysz, będzie jeszcze tak jak dawniej.

                                                              * * *

To zdanie dręczy mnie przez cały następny dzień, nie wiem czemu, ale czuję, że odtąd nic już nie będzie takie samo. Utwardza mnie w tym przekonaniu, dodatkowo, fakt, że stojąc popołudniu na płycie lotniska i czując jak wiatr rozwiewa mi włosy i luźną bluzkę, jakiś cichy głos mi szepce, że rozpoczynam kolejny rozdział mojego życia. Rozmyślam nad tym podczas lotu; zostawiam w Krakowie wszystkie moje smutki i depresje, wreszcie spróbuję ruszyć dalej i całą swoją przeklętą przeszłość zostawić daleko za sobą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz