W koszu nie znajduje, żadnych resztek. Przy okazji grzebania w śmieciach dociera do mnie jak nisko upadłam i co właściwie robię. Moje działania nie mają, absolutnie żadnego sensu, bo gdyby miały to w krwi Harrego także znalazła by się substancja halucynogenno-usypiająca. Uświadamiam sobie, że w tym momencie nie mam szans dojść do sedna i chyba jedyne co mi pozostaje to zapomnienie o wydarzeniu do czasu, kiedy coś niepokojącego się wydarzy. Dlatego postanawiam, zapomnieć o sprawie.
Udaję się na górę i pakuję wszystkie swoje rzeczy do torebki, nie mam ich za wiele co prawda, ale i tak muszę wszystko wziąć. Zaścielam łóżko, ustawiam równo wszystkie przesunięte przeze mnie przedmioty i schodzę na dół. Chce pożegnać się z chłopcami i podziękować za wszystko. Myślę, że Patricia naprawdę dziwnie postąpiła przywożąc mnie tutaj. Być może miała w swoim działaniu jakiś ukryty powód, ale za bardzo nie wiem jaki. Staję przed szklanymi drzwiami do salonu w którym chłopcy zacięcie dyskutują na temat trasy koncertowej i ubrań, które na niej będą nosić. Uśmiecham się lekko i wchodzę, przeczesując przy tym palcami włosy. Zawsze tak robię kiedy jestem czymś zdenerwowana lub onieśmielona. Mówię im, że wracam do siebie, ale chłopcy proszą, aby została i pytają o co chodzi, więc tłumaczę wprost.
- W sumie to po pierwsze nie wiem co tutaj robię, trafiłam tu chyba przypadkiem, Patrici coś się chyba pomyliło - kieruję wzrok na Zayna i wzruszam ramionami z przepraszającą miną. - ale z drugiej strony jestem jej naprawdę wdzięczna za to, że mogłam poznać Was. To jest niesamowite, że niby w zwyczajnym życiu takie rzeczy się zdarzają, ale jednak … i chyba od dziś zamiast słuchać Waszych piosenek, zacznę interesować się Waszym życiem prywatnym i zostanę Directionerką, więc pamiętajcie zero prywatności! Miejcie się na baczności! - wybuchamy śmiechem. Wymieniamy się numerami, chyba chcą utrzymywać ze mną kontakt w przyszłości, skoro mi je dają, co nie zmienia faktu, że jest mi niezmiernie miło. Na pożegnanie przytulam każdego z nich i obiecuje, że niedługo znowu się spotkamy.
Harry odprowadza mnie do drzwi, widzę wyraźnie, że coś go gryzie i chciałby mi coś wyznać. Chcę to usłyszeć, ale nie wiem jak mam go ośmielić. Nie jestem bezpośrednią osobą, która wali prosto z mostu i nie przejmuje się konsekwencjami, chłopcy mnie onieśmielają w szczególności jeśli podobają mi się trochę. Tak, dochodzę do wniosku, że Harry ma coś w sobie co mnie przyciąga, nie umiem dokładnie określić tej ’ jednej rzeczy’. Może to chodzi o jego wygląd, oczy, włosy czy ten jego zabójczy uśmiech? A może o charakter i tą pewność siebie, która ukrywa delikatną i artystyczną duszę chłopaka? Być może.
- Słuchaj… mam nadzieje, że spotkamy się jeszcze - mówi brunet, tym swoim lekko zachrypniętym i niskim głosem. W odpowiedzi przysuwam się nieznacznie i daję mu buziaka w policzek, a po zastanowieniu całuję go także z drugiej strony twarzy i trafiam prosto w dołeczek, gdyż jego twarz rozjaśnia teraz uśmiech. Widzę jego wachanie jakby chciał mnie przyciągnąć do siebie kiedy się odsuwam i odwracam.
Staję na ulicy i zdaję sobie sprawę, że właściwie nie wiem dokąd się mam udać. Jedynym rozwiązaniem jest powrót do internatu. Wyciągam więc iPhona i dzwonię po taksówkę, jednak z niewiadomych przyczyn robi mi się ciężko w żołądku i odchodzi mi ochota na jechanie z obcym facetem w jednym samochodzie. Waham się, lecz wiem, że nie mam innego wyjścia, ponownie wybieram numer radia taxi i przyciskam zieloną słuchawkę. Po trzecim sygnale zamiast głosu w telefonie, słyszę głos za mną. Wrócił Harry, który pyta czy chcę, żeby mnie podwiózł. Zgadzam się.
-Tylko proszę Cię, nie znowu na lotnisko, dobrze?
Gdy docieramy pod internat jest już prawie północ, nie mam najmniejszej ochoty wysiadać, patrzę się tępo w przestrzeń i nagle zauważam coś co przyciąga moją uwagę. Jest to czarne BMW x9 - ulubiona zabawka mojego taty. Właściwie nie jestem pewna czy to jego auto, gdyż nie widzę rejestracji, jednak samochód ten jest bardzo rzadko spotykany, prawie w ogóle więc mam niemal stu procentową pewność, że właścicielem jest mój ojciec. Nie wiem czemu, ale słowa same płyną z moich ust i po chwili Harry jest dokładnie zorientowany w sytuacji, która panuje w moim domu. Mój tata pracuje w jednej z dużych międzynarodowych korporacji, która zajmuje się ekonomią, dlatego jak byłam mała mieszkaliśmy w różnych miejscach na świecie, mama przez ten okres cały czas zmieniała pracę, aż wreszcie parę lat temu została prezesem polskiej filii jednego z banków i zamieszkaliśmy ponownie w rodzinnym Krakowie. Właściwie nie wiem dokładnie kiedy zaczęłam oddalać się od rodziców, ale było to na pewno w czasie kiedy zaczęłam występować w serialu Disney’a mając koło dwunastu lat czyli w roku 2007. Łatwo obliczyć, że od tego czasu minęło pięć lat a przepaść pomiędzy mną a rodzicami z każdym tygodniem niewyobrażalnie się zwiększała. Może miały na to wpływ niektóre wydarzenia z przeszłości (o których nie wspominam na głos, bo Harry mógłby łatwo połączyć je w całość z Zaynem) lub po prostu przez presje związane z moją nastoletnią ‘karierą’.
- Wow, wreszcie się czegoś więcej o Tobie dowiedziałem… - krótko podsumowuje Harry i po chwili dodaje - muszę wymyślić dla Ciebie jakieś przezwisko… piękna. - Patrze na niego miną typu ‘Are you fucking kidding me?’ a on tylko wybucha nie pochamowanym śmiechem. Żegnamy się.
Wchodzę do holu i kompletnie zapominam o zdarzeniach z przed minuty w aucie, gdyż widzę mojego tatę patrzącego się tępo w przestrzeń, obok siedzi Margaret, która najwidoczniej chciała poczęstować gościa herbatą i ciasteczkami, jednak nie spotkała się z żadną reakcją.
Jestem pewna że już po mnie, za pewne muszę spakować manatki i wyjeżdżać, jednak nie spotykam się z niczym takim, Margaret najwyraźniej odetchnęła z ulgą na mój widok, bo tylko mówi w drzwiach:
- W przyrodzie nic nie ginie - marszczę brwi, gdy posyła mi uśmiech i patrzę na nią z lekką odrazą, kiedy jej postać znika. Następnie podchodzę do taty i pytam o co chodzi. Na szczęście nie owija długo w bawełnę i mówi wprost.
Bierze rozwód z mamą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz