Nie przeszkadza mi, kiedy Liam łapie mnie pod rękę i zaprowadza do pokoju. Jednak wcale nie mam ochoty na koniec tej zabawy, dlatego wykrzykuje imię Harrego i Nialla i proszę, żebyśmy poszli jeszcze gdzieś na spacer. Do Liama uśmiecham się i cicho przepraszam za swoje zachowanie, gdy słyszę jego spokojny głos, w którym prosi, abyśmy już nie wychodzili, zgadzam się, jednak w tym momencie w podskokach przylatuje Niall i ciągnie mnie na dół. Rozkładam ręce jak małe dziecko i pędzę za chłopakiem. Wychodzimy na ulicę, a Niall podśpiewuje pod nosem piosenki, nie ma szans abyśmy pojechali na miasto gdzieś dalej, więc przechodzimy ulicę, za rogiem zauważam jakiś bar, więc idziemy tam. Harry chce zamówić jakiegoś drinka z Miami w nazwie, ale najwyraźniej nie mają tego czego chłopak oczekuję, więc wtrącam się i proszę trzy kieliszki whisky. Do tego głośno oświadczam, że nie mam ochoty na nic więcej, jednak po tych słowach nogi odmawiają mi posłuszeństwa i siadam grzecznie na stołku. Do umysłu dochodzi mi trochę więcej powietrza, więc kiedy podejrzanie wyglądający kelner podsuwa mi napój, odpycham go gwałtownie ręką i łapie Harrego i Nialla za kołnierz, którzy głośno protestują. Proszę przed wyjściem jeszcze o szklankę wody, żeby już do końca ‘oczyścić’ umysł, wypijam ją jednym chaustem i ciągne chłopców prosto do wyjścia. Szarpią się, jednak po chwili Harry uwiesza mi się na ramieniu, a Niall najwyraźniej lekko przytomnieje, bo idzie przede mną, samodzielnie i tylko co kilkanaście metrów głośno czka. Nie interesuje mnie to w sumie, teraz myślę jedynie o tym, żeby nie narazic ich reputacji na szwank i nie być przyuważonym przez nikogo. Dobrze wiem, że paparazzi mogę być wszędzie, więc zależy mi wyłącznie aby bezpiecznie ich odprowadzić. Nie mam już totalnie siły z każdym krokiem coraz bardziej szumi mi w głowie, a dodatkowo ciężar ciała Harolda staje się nie do wytrzymania, żeby tego było mało Niall również postanawia wesprzeć się o mnie. Kiedy wreszcie dochodzimy do drzwi wejściowych, otwiera nam Liam z brunetem, który najprawdopodobniej jest kolejnym członkiem zespołu. Patrzę na nich z błaganiem w oczach i kiedy przejmują chłopców, padam, dosłownie, na ziemię.
Budzą mnie promienie słoneczne, które wpadają przez okno wprost na moją twarz. Czuję skutki wczorajszej popijawy, bo potwornie szumi mi w głowie. Siadam na łóżku, przeczesując równocześnie palcami włosy. Uśmiecham się do siebie i udaję do łazienki, gdzie próbuję ogarnąć wygląd. Moje ciemno brązowe włosy są w okropnym nie ładzie, przypominają mi dodatkowo, że wizyta u fryzjera jest dla mnie obowiązkowa. Moje oczy, duże, zielone, iskrzą niespotykanie zapewne z wrażeń wczorajszego wieczoru. Rozglądam się z niepokojem po pomieszczeniu, szukam. Jest. Po chwili zauważam wagę w kącie pokoju, lekko zdenerwowana staję na niej. Zupełnie nie podoba mi się co tam widzę. Za dużo. Znowu. Przekręcam zamek w drzwiach i siadam na murku obok toalety…
Po chwili słysze pukanie do drzwi i pytanie czy wszystko ze mną w porządku, denerwuję się i nie wiem co powiedzieć, dlatego tłumacze, że poprostu zjadłam wczoraj coś nie świeżego. Myję dokładnie zęby i twarz, na której pojawiły się mocne wypieki. Spoglądam do lustra, na swoje długie, szczupłe nogi, które wciąż są dla mnie za grube. Okręcam się dookoła, sprawdzam czy aby na pewno mój brzuch nie odstaje. Na szczęście wszystko w porządku. Ubieram luźną, czarną bluzke z długim rękawem i prześwitującymi plecami, obcisłe legginsy, lekkie botki za kostkę i schodzę na dół. Uśmiecham się blado, patrząc na stół zastawiony różnymi kanapkami, ciastkami i innymi smakołykami. Chciałbym rzucić sie na wszystko, jednak wiem, że nie jest to wskazane.
Chłopcy witają mnie ciepło, znaczy Liam i Niall oraz jeszcze brunet w koszulce w paski i z powalającym uśmiechem.
- Miło Cię poznać - mówię i wyciągam rękę do Louisa. – I przepraszam Was bardzo, za wczoraj. Znaczy – patrzę na obu brunetów – przepraszam Was. Ledwo ich dotargałam do domu. – Uśmiechają się i lekko żartują na temat wczorajszej sytuacji. Liam podaję mi szklankę wody, a ja ją posłusznie piję, zjadam tosta z masłem i mam chwilę czasu na przemyślenia.
Wiem, już jak każdy członek zespołu wygląda ‘na żywo’ i już mam swoje typy. Liam jest mega śliczny i nadawałby się zarówno na przyjaciela jak i na chłopaka. Harry wydaje mi się tanim podrywaczem. Myśląc trzeźwo o wczorajszym wieczorze, dokładnie zachował się tak, jak nie powinien na pierwszym spotkaniu. Nie mówię, że nie odpowiadały mi jego pochwały, czy nawet gesty, ale wiem, że takich chłopców powinnam unikać. Niall jest równym gościem, a Louis chyba mnie pociąga. Jest najstarszy z zespołu i niesamowicie męski i seksowny. Jednak wiem, że to wszystko jest bajką i powinnam wrócić do swojego szarego życia, pełnego łez i mocno zakorzenionego cierpienia.
Z rozmyślań wyrywa mnie odgłos otwieranych drzwi, odwracam się i znowu zamieram. Tak, uczucie deja vu, najpierw wywowała je Patrcia w Milkshake City, a teraz jej syn, który pojawił sie w drzwiach. On też wydaje się zaskoczony, z moich ust wydobywa sie bliżej nie określony pisk.
Nie. Nie rzucam się w jego objęcia, ale normalnie podchodzimy do siebie, witamy muska swoimi wargami mój policzek i słyszę
- Miło Cię znowu widzieć, La.
Zamieram, wpatrując się w jego oczy, nie chcę znowu rozpamiętywać przyszłości jednak on tak złudząco mi go przypomina. Odwracam się napięcie, strącając przez przypadek z półki porcelanową szkatułkę, która rozbija się na miliony kawałeczków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz