Patricia otworzyła drzwi własnym kluczem, bo nikt nie odpowiadał na nasze, wielokrotne pukanie. Weszłyśmy do rozświetlonego dużego holu, z niespotykanie wysokim sufitem, na wprost mnie zobaczyłam szerokie schody i przez moment poczułam się jak w zamku królewskim. Co prawda pomieszczenie nie było, aż tak imponujących rozmiarów, ale sprawiało fantastyczne wrażenie. Po prawej jak przypuszczałam znajdował się salon. Miałam jednak cichą nadzieje, że nie będzie on wyglądał zbyt elegancko i wyrafinowanie. Z ciekawością wsunęłam głowe do pomieszczenia i byłam mile zaskoczona, ponieważ był on przestronny i naprawdę ładny. Znajdował się tam duży telewizor, parę sof i foteli dookoła, a pod nimi duży, puszysty i okrągły czerwonawy dywan. Natomiast z drugiej strony, zauważyłam się coś w rodzaju barku, z trzeba wysokimi krzesłami, ogólnie miejsce to sprawiało wrażenie naprawdę przytulnego. Wrażanie to, wzmacniały pomalowane ściany w ciepłych kolorach, na każdej z nich wisiały obrazy lub zdjęcia, a wolne przestrzenie przy jednej zapewniały półki z książkami, a przy drugiej kominek, z dwoma fotelami dookoła, z trzeciej natomiast były duże okna, a za nimi wyjście poprzez teras na ogród. Usłyszawszy głosy z holu, wróciłam przed drzwi wejściowe, gdzie po schodach schodził przystojny brunet, z pieknymi brązowymi oczami. Na jego widok policzki mi zapłonęły, a wielki uśmiech cisnął mi się na twarz. Nie znałam chłopców z zespołu po imieniu, a mówiąc, że są jednym z moich ulubionych zespołów miałam na myśli raczej to, że lubię słuchać ich muzyki, a nie to, że znam każdy fragment ich życia prywatnego. Prawdę mówiąc nic o nich nie wiedziałam, oprócz tego jak wyglądają i jakie mają głosy. Mama Zayna, znaczy Tricia (nie lubię jej nazywać inaczej niż, po imienu, ponieważ samo nazwisko Malik powoduje u mnie nie miłe uczucia), wzięła chłopaka na bok i cicho o czymś z nim rozmawiała, ja w tym czasie rozglądałam się dookoła. Właściwie czułam się jak mała dziewczynka, którą ktoś brutalnie wyrwał z jej normalnego, życia, uśpił i pokazał zupełnie inny świat. Niby jeszcze nic się nie zdażyło, ale w ciągu paru godzin miałam więcej emocji niż podczas ostatnich paru lat.
- Cześć, Liam jestem – ciepły, sympatyczny, a za razem lekko troskliwy głos wydobywa się z krtani chłopaka, wzdrygam się i odwracam napięcie, ponownie uśmiecham promiennie i przedstawiam. Nie zauważam nawet jak Patricia znika i zostajemy sami.
- Chcesz może coś do jedzenia? Albo najpierw pokażę Ci gdzie będziesz spać. Nie mamy zbyt wielu pokojów gościnnych, a do tego dwa są aktualnie zajęte, przez Eleanor i … - Liam trajkocze jak najęty, a ja nie słucham go dokładnie, jestem troszkę oszołomiona, tym, że przyjął mnie, jakbyśmy się znali od lat. - … Nie przeszkadza Ci? – Unosze brwi w zdumieniu i pytam pośpiesznie, a za razem ostrożnie. Znaczy próbuję zapytać, a z ust wydobywa mi się lekki bełkot, bo jestem zmieszana.
- Yyy, nie… znaczy … yy … co?
- Hej – Patrzy mi prosto w oczy i chyba wyczuwa moje napięcie, bo mówi – nie bój się mnie, ani nie denerwuj. Czuj się u nas jak w domu.
- Nie denerwuje się – zaprzeczam – ale po prostu dziwnie się czuję, że zwaliłam się Wam na głowę, bez zapowiedzi, poza tym nie znamy się, a przyjmujecie mnie pod swój dach, bez oporów.
- Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale słyszeliśmy, znaczy przynajmniej ja słyszałam o Tobie – znowu otwieram szeroko oczy - wiesz, śpiewałaś tu i tam, jak byłaś … mniejsza. A poza tym, a może przede wszystkim Zayn bardzo ciepło o Tobie wspominał parę razy. – Uśmiecham się, ale trochę się dziwie, po co Zayn miałby im gadać cokolwiek o mnie. Ale mniejsza z tym, chce się cieszyć paroma godzinami w towarzystwie chłopców, a konkretniej, jak na razie, jednego przystojniaka. – Wracając do tematu, nie przeszkadza Ci wspólna łazienka z Harrym?
- Nie, oczywiście, że nie. – odpowiadam, ale kolejne pytanie nasuwa mi się automatycznie – A który to jest ten Harry?
Schodzimy na dół do kuchni, Liam stawia na stole przede mną kanapkę z kurczakiem i z musztardą i w między czasie opowiada o wszystkich kolegach z zespołu i o samym sobie, już wiem, który z nich jak wygląda, co lubią i jakie mają cechy charakteru. Liam dodatkowo przypisuje mi każdego z nich do zwrotek, które śpiewają w piosenkach, dlatego czuję się jakbym była ekspertem do spraw One Direction. Czuję się bezpieczna, czuję się jakbym wreszcie wróciła do domy.
- Mogę Cie przytulić? – wypalam ni stąd ni zowąd. Na szczęście brunet uśmiecha się i ściska mnie mocno. Nie chcę go puścić, czuję się bezpiecznie chociaż przez moment. Bezpiecznie przy obcym facecie, nie wiem czy to dobre określenie, ale ma coś w sobie co nie wzbudza dobrze znanego mi uczucia niepokoju, ma w sobie tą szczerość, której mi od tak dawna brakowało. Do kuchni wparadowuje dwójka kolejnych członków zespołu i jestem zmuszona odskoczyć od Liama. Wysilam mój, już lekko zmęczony umysł i jestem prawie pewna, że przede mną stoi Harry, wysoki, z ciemną, pokręconą czupryną i blondyn, mojego wzrostu Niall.
- Cześć, jestem Eva i mam nadzieję, że nie przeszkadza Wam, że pomieszkam tu z Wami chwilę – oznajmiam prosto z mostu, że aż jestem zaskoczoną swoim zachowaniem, następnie uśmiecham się głupkowato. Napewno przez to straciłam w ich oczach. Ale nagle, oczy Harrego rozbłyskają niespodziewanie i rzuca się, aby spontanicznie mnie przytulić, a Niall po prostu wyciąga do mnie rękę. Stoimy chwilę, aż wreszcie Harry proponuje, żebyśmy otworzyli szampana na moją cześć. Nie całkiem rozumiem z jakiej okazjii, chce ro zrobić, ale nie zaprzeczam, natomiast Niall od razu podchwytuje ten pomysł i proponuje, że zrobi kanapki. Ja jestem już kompletnie napakowana kurczakiem, ale również przytakuje. Siadamy w salonie, a Harry otwiera wielka butelkę, która ma chyba z 3 litry. W życiu nie widziałam większej butelki szampana, ale nie mogę go zatrzymać w żaden sposób. Nalewa mi kieliszek, Niallowi i sobie.
- A Liam, ty nie pijesz? Napij się, sami tego nie przepijemy przecież – zachęcam.
- Chętnię, ale nerka… wiesz. – Wcale nie wiem o co chodzi, ale nie dopytuję, pewnie ma jakieś kłopoty zdrowotne.
Rozmawiamy, czuję się tak swobodnie jak nigdy. Pewnie, dlatego, że wcale ich nie znam, a jak mówią, przed nieznajomymi łatwiej się otworzyć, może też dlatego, że nigdy wcześniej, nie spotkałam, tak otwartych i wyluzowanych ludzi? Po paru kieliszkach lekko szumi nam już w głowach, Liam próbuje ponować nad sytuacją, ale Harry wali mi komplementy jeden po drugim, a Niall co chwila głupkowato się śmieje z moich nie udanych żartów.
- Mała, umiesz śpiewać przecież, pośpiewajmy karaoke – Niall włącza sprzęt i puszcza dość głośno muzykę, odkąd zrezygnowałam z mojej pożal się Boże, kariery nie trzymałam mikrofonu w rękach, więc teraz ochoczo wstaję, lekko zakręca mi się w głowie, ale łapię mikrofon i śpiewamy. Nie przejmuję się, że po paru piosenkach głos mi wysiada i charczę, nagle Harry łapie mnie w talii okręca parę razy i szaleńczo zaczynamy tańczyć do rytmów AC/DC. Bawię się jak nigdy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz