piątek, 31 sierpnia 2012

XVI.

Widzę Harrego i podbiegam do niego lekko, niczym rusałka. Cały świat wiruje, gdy okręca mnie wokół siebie, a ja zamykam oczy i pozwalam mu robić z moim ciałem co chce. Puszcza mnie w końcu, ale nawet wtedy nie pozwala oddalić mi się chociaż na centymetr, delikatnie przyciąga mnie do siebie i obejmuje moją twarz. Głaszcze mnie po policzku, a ja tonę w jego zielonych i wielkich oczach. Po chwili szczypię go w brzuch delikatnie, doskonale wiem, że ma tam łaskotki robi ze mną to samo, a ja raz za razem wybucham głośnym śmiechem. Dobrze, że nikt nas nie widzi i mamy wreszcie odrobinę prywatności. Nie, to nie jest sen ani moje marzenia. To jest rzeczywistość, jest dobrze po pierwszej w nocy i umówiłam się z moim chłopakiem na nocną schadzkę w Green Parku. Zupełnie jakbyśmy byli nastolatkami uciekającymi z domu, choć właściwie, to trochę tak jest.
Gwiazdy dzisiejszej nocy pięknie migoczą, a niebo jest bezchmurne, więc kładziemy się na trawie, lecz nie mogę usiedzieć w miejscu. Nawet gwiazdy nie przyciągają mojej uwagi na długo.
- Wykąpiemy się tam? - szepczę zawadiacko wskazując na pobliskie jezioro, a raczej sztuczny akwen wodny. Harry nie czeka długo, przewiesza mnie sobie, jak worek ziemniaków, przez ramię i niesie w stronę stawu. Błagam go żeby mnie puścił, ale on tylko się śmieje. Próbuję go przekonać, że żartowałam, ale jest już za późno, gdyż jestem na wysokości kilku centymetrów od wody. Uwieszam się szyi bruneta, a nogami ściskam jego plecy i mamroczę, że albo zostaniemy na brzegu, albo pójdziemy razem na dno. Chłopak przechyla się jeszcze bardziej i wtedy wciągam go za sobą w głębiny. Moja definicja głębin w tym wypadku wynosi niewiele ponad półtora metra, który tak czy inaczej wystarcza abyśmy myli cali mokrzy. 
- Harry, ty wariacie! - Pluskamy i chlapiemy się tam chwilę, ale zaczynam dygotać z zimna. Najwidoczniej mój towarzysz to zauważa, bo otacza mnie ramieniem. Stoimy po kolana w lodowatej, brudnej wodzie, ale nie przeszkadza mi to, żeby poczuć jego ciepło i bliskość. Później siadamy na brzegu, a Harry narzuca na moje ramiona swoją bluzę, która jest równie mokra jak i my, jednak trochę grzeje. Opieram mu głowę na ramieniu, chłopak kombinuje coś z moimi włosami, wkrótce rozumiem, że wyciąga z nich same trawska i glony. Czuję się naprawdę szczęśliwa, dawno nie odczuwałam takiej beztroski jak dzisiaj. Naprawdę nie nudzę się w jego towarzystwie, mogłabym tak siedzieć z nim do końca życia i milczeć i wiem, że nigdy nie chciałabym przestać.
- Mała… muszę Cię o coś zapytać. - zaczyna Styles niepewnie.
- Hm? - Nie mam siły mówić, nic więcej. Obserwuję go niczym przyczajony lisek.
- Media spekulują na nasz temat … Znaczy na temat mojej tajemniczej dziewczyny - uśmiecha się jak zawsze zniewalające, a w świetle księżyca jego dołeczki w policzkach pociągają mnie jeszcze bardziej, niestety nie mogę się skupić na jego słowach, dopiero po chwili zwracam na niego uwagę - Chciałabyś, żebym przedstawił Cię światu?
Otrząsam się, ze swoich marzeń i wracam na ziemię. A raczej uderzam o nią, jakby spadła z dziesiątego piętra. Czy ja się nie przesłyszałam? Czy on naprawdę chce się wszystkim mną pochwalić i oficjalnie potwierdzić nasz… ‘związek’? Nie spodziewałam się tego zupełnie. Jednak cieszę się, bo oznacza to, że traktuje mnie poważnie.
Siadam tak, żeby patrzeć mu w oczy, mam nadzieje, że mój wzrok wyrazi wszystko co teraz czuję, bo głos uwiązł mi w gardle. Wreszcie chrypię:
- Ty naprawdę coś do mnie czujesz. - Harry patrzy na mnie zdezorientowany, ale wyznałam mu prawdę. Nie wierzyłam nigdy, że ktoś może mnie pokochać … znaczy polubić. Nie wiem jak określić to uczucie, które nas łączy, ale nigdy tego nie przeżyłam. Nigdy nie byłam dla nikogo ważna tak jak jestem dla niego, a przynajmniej czuję, że jestem. 
- Niech cały świat się dowie, że jesteś moja.
Nachylam głowę do niego i łaczę jego czoło w moim, nosy także się nam stykają, ale nie był to mój zamierzony efekt. Chłopak przybliża się jeszcze bardziej, a nasze usta się wreszcie łączą. Jego ciepło powoli rozchodzi się po całym moim ciele, czuję go, aż po same czubki palców. Przystawia głowę obok mojego ucha i czując jego oddech na karku, słyszę:
- Czyli zgadzasz się? Pozwalasz mi się Tobą zaopiekować?
- Mhmm…
Tej nocy nie jestem sama. Harry leży ze mną w łóżku, rozmawiamy o nas, o przyszłości, także o przeszłości. Nie ukrywam przed nim nic, staram się być szczera, na szczęście niektóre tematy nie ranią mi tak bardzo serca tej nocy. Wściekłość czy bezsilność powoli mnie opuszcza, bo wreszcie ktoś wie co czuję. Opowiadam mu o tym jak Piotrek przedawkował narkotyki, jak widziałam jego reanimacje i jak wrzeszczałam z bólu z kiedy odciągali mnie siłą od zwłok. Jak po jego śmierci czułam się samotna, jak nie mogłam wybaczyć sobie tego wydarzenia i jak obwiniając siebie, próbowałam wynajdować coraz to nowe sposoby, aby zapomnieć o cierpieniu. Oglądanie śmierci najlepszego przyjaciela było największą traumą w moim życiu, ale Harry spokojnie słucha i ociera łzy kapiące mi po policzkach. Wreszcie kamień, który ciążył mi w żołądku maleje, a ze mnie schodzi powietrze jak z balonika. Potem zapada cisza i tylko splatamy swoje dłonie, żeby potem je rozłączyć i znowu zaczynamy cały cykl od nowa - takie zwykłe gesty, a znaczą dla mnie dużo. Kiedy w końcu zasypiam, koszmary nie dręczą mnie jak co noc. Silne ramiona chłopaka oplatają moje drobne ciało i chronią przez złymi mocami. Dobrze, że nie wiem jaka czeka mnie przyszłość, w tym momencie zapominam o całym świecie. Liczy się tylko brunet leżący u mojego boku i całujący mnie czule w czoło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz