piątek, 31 sierpnia 2012

V.

Najbliższe parę godzin jest kompletną porażką. Chce mi się śmiać, gdyż jeszcze nigdy w takiej sytuacji się nie znajdowałam, ale z drugiej strony mam ochotę wrzeszczeć z wściekłóści. Wcale to nie jest fajne siedzieć samemu w celi z dwoma śmierdzącymi kobietami, które chwilę po nas przyjechały. Harry siedzi w celi po drugiej stronie korytarza, z jakimś lekko nietrzeźwym facetem, który co chwilę pyta go o coś i próbuje nawiązać rozmowę. Widzę, że Styles nie ma najmniejszej ochoty na jakąkolwiek pogawętke, dlatego zbywa mężczyzne raz po raz. Ja mam przynajmniej takie szczęście, że moje współtowarzyszki niedoli smacznie śpią, jedynie co słysze to ich lekkie pochrapywanie. Najwyraźniej musiały być nieźle zmęczone, skoro specjalnie chciały trafić tutaj, jak wywnioskowałam z ich rozmowy.
Pobrali mi krew i po przebadaniu, dodatkowo oskarżyli mnie o to, że spożyłam, niedozwoloną w Wielkiej Brytani, ‘substancję odurzającą’. W duszy cicho podśmiechuję się z ich mądrości, jednak mówię, że nie zgadzam się z tym co powiedzieli i staram się najspokojniej wytłumaczyć, że takie zażywam leki psycholeptyczne, które najprawdopodobniej zawierają to. Komisarz kręci głową i oświadcza, że te substancje wywołują halucynacje. Dlatego piszę im na kartce nazwe moich pastylek i jeszcze raz zapewniam, że w małych ilościach nic nie wywołują, a poza tym pomagą mi zachować równowagę psychiczną. Policjant jednak najwyraźniej nie łapie tej gatki, ale wtedy Harry wtrąca się do rozmowy i potwierdza moje słowa, chociaż nic nie wiedział o mojej przypadłości. Kurde, teraz mam jeszcze jego na głowie. Błagam Boga, żeby nie czuł się urażony faktem, że nic nie wiedział o mojej przypadłości, mam również nadzieje, że nie zacznie mnie traktować jak porcelanę lub omijać jakbym była zgniłym jajem. Liczę się, również z tym, że cały zespół się o tym dowie, więc już szykuję jakieś przemówienie na tą okazję.
- A Pani do kogo chce zadzwonić? 
- Eeee ja do nikogo. Harry niech zadzwoni. - No bo do kogo mam dzwonić? Do rodziców? Żebym wróciła do Polski najbliższym lotem? 
Wydaję mi się, że jest godzina dwudziesta, może dwudziesta pierwsza kiedy na posterunku zjawia się Louis z jakimś prawnikiem, załatwiają coś i wypuszczają Harrego, a mnie jakby nie zauważyli. Siedze jak oniemiała. Serio? Naprawdę pozostawią mnie tutaj na pastwę losu, czy oni kompletnie powariowali? Setki myśli tego typu przelatują mi przez głowę. Mam ochotę kopnąć ścianę, jednak kraty się rozsuwają i wyprowadzają mnie do chłopców i prawnika. Cały czas mają wątpliwości co do tych lekarst, okazuje się, bowiem, że moje tabletki wcale nie zawierają tego środka. Jestem podenerwowana, do tego podkomisarz dopytuje czy jest możliwość, żeby ktoś dosypał mi do napoju to. Nie mam pojęcia co myśleć o tym co mi włąsnie zasugerowano. Patrzę pustymi oczami na Harrego, bo przecież wczoraj piliśmy tego sławetnego szampana w wielkiej butelce. Picia z Milkshake City nie biorę pod uwagę, ponieważ minęły prawie dwadzieścia cztery godziny odkąd go piłam. A co do nocnego wypadu do baru to nie jestem pewna czy piłam tam cokolwiek. Ktoś poklepuje mnie po ramieniu, to adwokat, który załatwił mi przepustkę. Dziękuję mu i Louisowi gorąco. Jednak dalej jestem zdezorinetowana tym całym wydarzeniem, do tego prawnik zadaje mi podobne pytania, typu kiedy to zażyłam. Oświadczam wreszcie głośno i wyraźnie, że nie mam jakiegokolwiek pojęcia o tym, co się potencjalne wydarzyło. Wreszcie zostajemy sami w trójkę, bo Louis specjalnie nas przetrzymuje dłużej.
- Słuchajcie, to wydarzanie przeciekło do prasy. Wszędzie pisze o Waszym aresztowaniu. Paparazzi czekają przed drzwiami, jednak proponuję, abyście z nimi nie rozmawiali, ale też nie zasłaniali twarzy specjalnie. Przytakujemy, ale zaczynam panikować, bo wolałabym, aby moje zdjęcia nigdzie się nie pojawiły, lecz jak to mówią co ma być to będzie. Wychodzimy, a mnie momentalnie oślepiają flesze aparatów, na zawnątrz jest prawie całkiem ciemno, a ja, w swoich dużych aviatorach dodatkowo widzę, jeszcze gorzej. Nic więc dziwnego, że potykam się o próg, gdyby nie to, że Harry w ostatnim momencie łapie moją dłoń, leżałabym tam jak długa. Zaciskam mocno palce na jego ręce i maszerujemy szybko do samochodu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz