piątek, 31 sierpnia 2012

XI.

Następnego dnia rano budzę się na podłodze obok Harrego. Dokładnie nie pamiętam nic z poprzedniego wieczoru. Nie wiem jak znalazłam się na ziemi i nie wiem czy wcześniej zaszło coś więcej między nami. Ogarnia mnie przerażenie, bo jestem w samej bieliźnie z resztą tak samo jak mój towarzysz. Dookoła są porozwalane ciuchy, więc zamykam mocno oczy i próbuję sobie przypomnieć wszystko co się zdarzyło się w nocy, ale to na nic. Ostatnią rzeczą jaką mniej więcej wyraźnie pamiętam jest to jak piję z Louisem pięknego różowego drinka z parasolką. O, pięknie Harry wystawia rękę i przyciąga mnie do siebie. Wspaniale chyba zaraz się uduszę, nie mogę poruszyć ani ręką ani nogą, ale trzeba przyznać, że pachnie oszałamiająco. Zabójczo wręcz, ma świetne perfumy którymi albo się skropił pięćdziesiąt razy, albo są naprawdę mocne. W czasie kiedy rozmyślam się na temat Harry otwiera oczy i uważnie lustruje mnie wzrokiem. Wreszcie zauważam go i patrzymy się po prostu na siebie. Jejku, jaki on jest słodki i te urocze dołeczki w policzkach kiedy się uśmiecha. Istna sielanka. 
- Dzień dobry, kochanie.
Wtulam głowę w jego ramię i mocno zaciskam pięści na jego dłoni, czuję, że w ten sposób mogę zatrzymać czas. Czuję, że tylko dzięki temu potrafię zniknąć choć na chwilę. Nigdy w życiu nie czułam bliskości drugiej osoby tak jak teraz. 
Tak naprawdę jestem tylko zakompleksioną nastolatką, pełną bólu i cierpienia. Uświadamiam sobie, że nie chcę, żeby mnie zostawił, mimo, że nie znam go. Pierwszy raz w życiu czuję coś. To jest coś więcej niż radość i przyjemność przebywania z tą osobą. Nie umiem tego określić. Przez myśl przechodzi mi słowo miłość. Ale to nie może być prawda, nigdy nie byłam zakochana, nigdy. Może to zauroczenie?
Niestety domyślam się, że jestem tylko kolejną zaliczoną dziewczyną przez Harrego Stylesa. Słyszałam różne rzeczy o nim. Nie wiem czemu takie myśli przechodzą mi przez głowę, zawsze najgorsze warianty. Ale zaraz, przecież ja doskonale znam wytłumaczenie: zawsze wszystko rujnuję co jest na mojej drodze. Taka jest prawda. W ciągu pół minuty moje szczęście, które, było prawdziwe zostało zakłócone nieodwracalnie. Zawsze tak jest. Dlatego nie umiem wybaczyć Zaynowi, dlatego nie mam wielu przyjaciół i dlatego czuję się odmieńcem. Wpadam w obłęd.
- Harry.. Błagam. - szepcę.
- Ej, co się stało? - pyta delikatnie.
- Nie znamy się, ale błagam nie zostawiaj mnie, nigdy mnie nie opuść, dobrze? 
Patrzy na mnie zdziwiony, nie wie co powiedzieć. No oczywiście, że nie wie. Przecież on nie miał w stosunku do mnie żadnych zamiarów, a ja mu to wyjeżdzam z takim zdaniem. Cudownie. Szarpię go lekko za koszulkę, w sumie to nie wiem co się ze mną dzieje. Nigdy się tak nie zachowywałam tak, ale czuję, że mi na nim zależy. Tak strasznie mi na nim zależy, choć znam go nie więcej niż tydzień.
- Obiecuję.
Co? Czy on właśnie obiecał? Nie wierze. Patrzę mu głęboko w oczy.
- Przecież mnie nie znasz. - mamroczę.
- Co z tego? Coś masz w sobie co nie pozwala mi przestać na Ciebie patrzeć i coś masz w sobie co nie pozwala mi Cię opuścić.
Ha, dobre żarty. Wszyscy naokoło mnie opuszczają jeden po drugi, a ja łapię się rękami tego co mogę, by i tak potem tonąć razem z tym. Ponownie wtulam twarz w policzek Harrego. Jeżeli i ten związek ma trwać chwilę, niech trwa. Nie obchodzi mnie to. Wiem, że jeżeli mnie skrzywdzi to moje serce tego nie przetrzyma, zbyt wiele w przeszłości się działo, żeby kolejny raz mogło wyjść bez szfanku. Ale jeżeli los skierował mnie na Stylesa miał jakiś powód. Całuje mnie w czoło, a ja przysuwam się najbliżej jak potrafię. Co prawda podłoga nie jest najwygodniejszym miejscem na świecie, ale w tym momencie czuję się jak w raju. Co ma być to będzie, na razie mam Hazze, który ze mną zostanie. Chociaż przez najbliższy tydzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz