piątek, 31 sierpnia 2012

XII.

Harry dał mi czysty podkoszulek, gdyż moja sukienka jest brudna i śmierdzi alkoholem, który ktoś prawdopodobnie przez przypadek wylał na nią w klubie. Pytam go delikatnie czy na pewno chce zejść na dół, ze mną, do pozostałych chłopców. Mną w jego ubraniach. Zamiast odpowiedzi ciągnie mnie za rękaw i całuje. W szyję.
Schodzimy na dół, gdzie czeka na nas Louis i jest wyraźnie zaskoczony moim widokiem, ponieważ robi wielkie oczy i zdumioną minę. Siadam na przeciwko niego a Harry stawia przede mną szklankę wody i sok, do tego płatki i jakieś kanapki i bekon. Na widok jedzenia mdli mnie, prawie zapomniałam o mojej diecie, a pijąc wczoraj tony alkoholu spożyłam tyle kalorii ile mogłabym w ciągu tygodnia. Jednak widząc słodką minę Stylesa, nie mogę nie mu odmówić. Zjadam tyle, że jestem wypchana do granic możliwości, a chłopak nadal się pyta czy nie chcę na pewno nic więcej, bo prawie nic nie zjadałam. Po śniadaniu, Louis i Harry muszą wyjść, aby dopiąć do końca sprawy związane z ich nowym, wspólnym mieszkaniem. Kiwam głową i gdy tylko słyszę trzask zamykanych drzwi udaję się do łazienki. Kładę wokół siebie ręcznik i litrową butelkę wody, zwracanie zawartości żołądka nie należy bowiem do przyjemnych, jednak muszę to zrobić, skoro chce utrzymać odpowiednią wagę. Nie wiem ile to trwa, ale muszę mieć pewność, że wyzerowałam, nagle ktoś odciąga mnie za kołnierz bluzki na korytarz. To Zayn. Klnę w myślach, bo teraz wpakowałam się na dobre, byłam przekonana, że nikogo nie ma w domu, a tu ni stąd ni zowąd pojawia się mulat, który dosłownie łapie mnie na gorącym uczynku.
- Co ty wyprawiasz, do cholery? - podnosi na mnie głos. Na szczęście nie mam zamiaru się nikomu tłumaczyć więc uciekam na balkon, siadam na dużym fotelu i podwijam nogi pod siebie. Jednak Zayn nie odpuszcza bo siada na przeciwko mnie, wiem, że muszę mu nagadać bzdur, żeby się odczepił. 
- Myślałem, że ten etap masz za sobą.
- O czym ty gadasz? Jaki etap? Nie mam żadnych problemów, po prostu miałam nudności, to przez kaca. 
Wiem, że nie wierzy jestem słabą aktorką i wciskanie ludziom kitu nigdy mi na dobre nie wychodzi. Malik wpatruje się we mnie jakby na mojej zmęczonej twarzy, mógł odnaleźć odpowiedzieć.
- Ty masz anoreksję. - stwierdza - Nie jesz, a jak jesz to mało. Nie pierwszy raz wymiotujesz. Słyszeliśmy to w nocy, ale nie myśleliśmy, że to coś poważnego. - Łapie mnie za dłoń i ogląda ją dookoła. - Patrz jakie masz chude palce, skóra i kości. Niedługo to znikniesz.
Przesadza. Wyrywam mu swoję rękę i wstaje. Naprawdę kontroluję siebie, wiem, że stąpam po krawędzi, ale jestem ostrożna. Nie widzę w lustrze ani szkieletu siebie ani grubasa. Widzę szczupłą dziewczynę, która chce dbać o linię i lekko sobie w tym pomaga. Nic więcej. 
- To się leczy, mała. - Chce mnie przytulić, ale odskakuję. Czuję od niego wyraźną woń alkoholu, czyli do końca nie wytrzeźwiał po wczorajszym. - Nie bój się, pójdę z Tobą do psychologa i pomożemy Ci. Dadzą Ci kolejne tabletki i będzie dobrze. - Znowu mnie atakuje. Czy on myśli, że głupie lekarstwa naprawdę mogę pomóc, gdzie on ma ten przeklęty mózg i czemu go nie używa?!
- Czy ty nie przesadzasz?! Kim dla mnie jesteś, żeby mnie pouczać w ten sposób?! No właśnie, jedyną osobą, która nie może w ten sposób do mnie mówić jesteś właśnie ty. Nic Cię nie może usprawiedliwić. Jeszcze jedno słowo i powiem całemu światu prawdę. Zniszczę Was wszystkich! - wrzeszczę.
- Oszalałaś i taki wiem, ze tego nigdy nikomu nie powiesz. Przecież masz zaburzenia psychiczne, nie jesteś do końca normalna… Wiesz.
Teraz przegiął. Specjalnie to powiedział, żeby mnie jeszcze bardziej rozsierdzić. Czuję, jak moja twarz robi się czerwona z wściekłości, a zarazem w moich oczach pojawiają się łzy. Czy to właśnie ludzie o mnie sądzą? Myślą, że jestem po prostu nienormalna i w ten sposób usprawiedliwiają moje wybryki? Chyba w tym momencie odnalazłam odpowiedź czemu mnie ludzie opuszczają. Robią to dlatego, że albo się mnie boją, albo nie chcą mieć do czynienia z dziewczyną, która ich zdaniem powinna znaleźć się w psychiatryku.
- Nigdy … więcej … Rozumiesz, nigdy… - warczę z wściekłości - nie MÓW tak do mnie! Nigdy!
- Wariatko mała, spokojnie - Wiem, że kpi ze mnie i wiem, że nie jest trzeźwy. Jednak niczym nie mogę usprawiedliwiać jego zachowania. To jest tak samo, jak do dziewczyny nigdy się nie mówi, że jest gruba, tak samo do osoby, która ma nawet lekkie zaburzenia psychiczne nie mówi się, że jest wariatką. Zayn powinien o tym pomyśleć, bo teraz jest już za późno. Biorę potężny zamach i wymierzam mu najmocniej jak potrafię, najbardziej siarczysty policzek jaki kiedykolwiek komuś dałam. Moja ręka w zetknięciu z jego twarzą, jest jak uderzenie gałązką o mur. Syczę cicho z bólu i z przerażenia kiedy widzę, że mój nadgarstek odgiął się w nienaturalny sposób. Mierzę Malika jeszcze przez chwilę wzrokiem i biegnę do pokoju w którym rano się obudziłam. Nie mogę tam dłużej zostać i pokazać, że się boję. Cała moja twarz jest zalana łzami wielkości grochu, dodatkowo wrzeszczę z bólu, który pulsuję od czubków moich palców aż po łokieć. Nie zauważam nawet, że świadkiem całego zdarzenia jest Niall. Usadawiam się pod ścianą i dopiero wtedy zauważam, że jestem cała zakrwawiona. Może Zayn miał racje, może moje ciało naprawdę potrzebuje jakiejś pomocy? Może moje porównanie było trafne i naprawdę jestem łodygą na wietrze? Nigdy w życiu nie widziałam, żeby po spoliczkowaniu kogokolwiek coś takiego się wydarzyło. Chyba, że się uderza o skałę. Próbuje delikatnie poruszyć ręka, z nadzieja, ze wystająca kość wróci na swoje miejsce, niestety nie udaje się i dłoń wygląda na kompletnie zmasakrowaną. Na szczęście nie widzę co się dzieje w jej środku. Miotam się bezradnie po pokoju, wiem, że jak wyjdę to tylko pokażę im całą swoją mierność i słabość. Z dołu słyszę jakieś wrzaski, może uda mi się przejść niepostrzeżenie… Bezwiednie znowu syczę z bólu, już wiem, iż dłużej tego nie przetrzymam. Wychodze z pokoju, bo potrzebuję pomocy. Nie wiem skąd tu się wziął Louis, ale najwyraźniej zmierzał w moim kierunku, bo stoi z ręką na klamce od moich drzwi. Kręci mi się w głowie i widzę dookoła czarne plamy. Wiem, że prze złamaniach i osłabieniu tak jest… Zaraz, jakim osłabieniu? Przecież nie jestem osłabiona, tylko …
- Pomoż… - mamrocze do chłopaka i upadam nieprzytomna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz