Ocknęłam się parę minut temu. Słyszę obok siebie ciche posapywanie, za pewne jestem z kimś w sali. Wiem też, bez otwierania oczu, że jestem w szpitalu, gdyż słyszę równomierne pikanie aparatury. Poruszam najpierw lewą ręką w której umieszczony mam weflon, a do niego podpięta jest, za pewne, kroplówka, teraz czas na prawą rękę. Pamiętam dokładnie wszystko, co dziwne, mimo, że straciłam przytomność ocknęłam się na chwilę, gdy Louis trzymał moją głowę i dzwonił po karetkę. Pamiętam strach w jego oczach i wiem, że powinnam zaraz do niego zadzwonić i podziękować za kolejne uratowanie życia, tym razem bardziej serio. Wiem też, że pojawił się obok mnie Zayn ze zbolałą miną. Najwyraźniej sprawiłam mu trochę bólu, gdyż cały policzek miał opuchnięty, tak, że jego lewego oka prawie nie było widać. Przynajmniej w tej części bitwy zwyciężyłam, bo ogólnie to całą walkę przegrałam. Jestem w szpitalu, bo zemdlałam. Stało się to, dlatego, że jestem osłabiona, że nie jem. Zayn kolejny raz miał rację. Nieważne czy jest wstawiony czy jak najbardziej trzeźwy. Zawsze ma rację i już.
Otwieram oczy, prawą rękę mam w gipcie po łokiec, a obok widzę śpiącego Harrego. Jestem sama w sali więc przytłumione chrapanie dochodziło z gardła członka zespołu One Direction. Głowa opada mu bezwiednie w dół, w ogóle jest tak dziwnie przechylony, jakby miał zaraz spaść z krzesła i gruchnąć na ziemię. Chichoczę cicho ze śmiechu, ale po chwili reflektuję się, że przecież musi siedzieć tu już dość długo, skoro na polu jest ciemno, a mnie przywieźli tutaj nie później niż po dwunastej w południe. Robi mi się żal bruneta, dlatego po cichu wstaję, układam go w wygodniejszej pozycji i przykrywam moją kołdrą. Sama siadam z powrotem na łóżku, ubrana … w coś w rodzaju papierowej koszuli nocnej. Na pewno piżamą tego nie mogłabym nazwać. Podwijam nogi pod siebię, bo jest trochę chłodno. Na stoliku widzę swój telefon, który z nie wiadomych przyczyn się tam znalazł. Postanawiam zadzwonić do rodziców. Niestety moja rozmowa z tatą wygląda zupełnie inaczej niż zwykle. Opowiadam mu co u mnie słychać, a on nie podejmuje tematu, tylko mówi, żebym odebrała klucze od dewelopera. Rozwodzi się jaki piękny apartament mi kupił z penthouse’em i nagle okazuje się, że jestem naprawdę bogata.
Tata, co prawda, dalej nie odblokował mi funduszu na którym są moje pieniądze zarobione dzięki wytwórni Disney’a, za to udostępnił mi część funduszu powierniczego. Jak się później okazuje mama zrobiła to samo z innym kontem.
Naprawdę nie miałam pojęcia, że mam tyle pieniędzy, a najlepsze w tym jest to, że to jeszcze nie wszystko.
Wstaję i czytam tabliczkę powieszoną z przodu łóżka, odczytuję moją tempretaurę oraz ciśnienie. Próbuję rozszyfrować niewyraźne pismo lekarza i z tego co udaję mi się zrozumieć mam złamaną rękę i osłabiony organizm wywołany stresem. Ani słowa o zaburzeniach odżywiania. Dzięki Bogu. Zayn, Niall lub ktokolwiek inny mnie nie zdradził. Jestem bezpieczna, przynajmniej na jakiś czas.
Siadam na zimnej podłodze obok Harrego, łapię go za chłodną dłoń i delikatnie rozprostowuje jego palce, a głowę opieram na jego kolanach. Wpatruje się w jego twarz i rozmyślam czemu niektórzy mają cholerne szczęście, a czemu niektórzy na przykład ja, przez całe życie nie mogą uporać się z pewnymi problemami. Mam nadzieje tylko, że nie przyniosę mu pecha, bo tego najbardziej w świecie bym nie chciała. Ranić najbliższych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz