niedziela, 16 września 2012

XXIII.


Jedna z moich ulubionych piosenek ostatnio, Tay jest boska <3 posłuchajcie :)

Cześć, dziewczyny jutro szkoła, ale mam super humor i dodaję ten ... trochę smutny rozdział. Mam nadzieje, że się wam spodoba i przepraszam, że dzisiaj taki krótki jest, ale myślę, że zawarłam w nim wszystko o co mi chodziło :)

I BARDZO Was proszę o KOMENTARZE, dodajcie mi motywacji, proszę też o OBSERWOWANIE bloga i polecanie w miarę możliwości :)

Jeżeli woda potrafi zmyć łzy, a wymioty potrafią sprawić, że mój brzuch staje się płaski, to czemu gąbka, która ściera obumarły naskórek, nie miałaby zedrzeć mojego bólu?
Takie filozoficzne myśli zaprzątają mi głowę, kiedy woda strumieniami leje mi się na twarz. Niestety zimny prysznic zamiast zmywać moje cierpienia tylko pogorsza sprawę, a raczej fizyczny stan. Gdyż gips, o którym kompletnie zapomniałam przemaka razem z bandażami, a rana na nodze jest cała w mydlinach. Ja natomiast z mokrymi włosami, stoję pod natryskiem i stoję. Nie płaczę, nie myślę, nie oddycham. Co prawda ból nie jest silny, nie rozpiera wnętrzności, nie jest chociaż ostry czy gorący. On po prostu trwa w tle, wprawiając mnie, tym samym w dziwne osłupienie. Moja ciało wykonuje samoistnie ruchy - nie muszę mu pomagać, moja dusza może być setki lat świetlnych z dala od ciała, ale i tak nic nie zakłóca pracy moich rąk, które wycierają skórę ręcznikiem i nóg, które same prowadzą mnie do kuchni, gdzie dłonie pomagają wygrzebać największą butelkę wódki, jaka tylko jest w tym piekielnym domu.
Nie wiem co się dzieje, przytomnieje dopiero oparta o ścianę, z opróżnionym szkłem obok. Nie szumi mi w głowie, nie jest gorzej, lecz nie jest też lepiej. Mój wzrok wędruje na zegarek. Od wyjazdu chłopców minęło za ledwie półtorej godziny, a czuję, jakby wieki dzieliły mnie od nich.
Lecz wskazówki zegara nieubłaganie stoją w miejscu, choć tak bardzo chciałabym, żeby było już po wszystkim, żebym mogła przyznać, że to rozdział jest zamknięty, żeby ból przestał trwać i żeby umysł przestał o nich myśleć. Patrzę bezradnie na telefon i na milion esemesów, które zdążyłam już wysłać do Harrego. Jednak odpowiedzi brak. Jeszcze raz wybieram zieloną słuchawkę przy zdjęciu chłopaka i dzwonie, dzwonię, dzwonię i za każdym razem słyszę zachrypnięty głos chłopaka… proszący o pozostawienie wiadomości na sekretarce. Rzucam telefon w kąt i upijam kolejny łyk mocnego alkoholu. Gdy po paru minutach słyszę telefon śpiewający głosem Cher Lloyd, brzęczący i błagający o odpowiedz – nie reaguję. Ignoruję go na tyle skutecznie, że jego szum już do mnie nie dociera.
Chyba, że przestał już dzwonić?
Nie ważne, bo w mojej głowie kumulują się miliardy, jak nie tysiące ważniejszych pytań.
Co ja najlepszego narobiłam? Czemu znowu wszystko spieprzyłam? Czemu choć jeden raz nie mogłam zachowywać się mniej skomplikowanie? Czemu po prostu nie odpuściłam tych moich morderczych gierek?
Moje serce znowu przegrało wielką bitwę, znowu skutecznie uniemożliwiłam mu dojście do głosu i znowu kierowałam się jakąś wewnętrzną fałszywością. Muszę przyznać, że zawsze taka byłam; szalona, fałszywa, ale pełna miłości i zarazem krętactwa. Nigdy nie potrafiłam pokochać kogoś szczerze i długo, zawsze robiłam to w przelocie, chciałam mieć jednorazową zabawkę. I nie chodzi mi tutaj o fizyczne doznania. Chodzi raczej o swoiste niedowartościowanie –podrywając i łamiąc serca chłopców czułam się lepsza, zabawniejsza, bardziej kusząca – istna femme fatale. Nigdy mi na nikim w pełni nie zależało, bo, gdybym pozwoliła trwać temu uczuciu, równie szybko zostałabym pozbawiona najukochańszej osoby. Działo się tak zawsze, dlatego nauczona doświadczeniem kochałam krótko, ale zawsze mocno i namiętnie.
Niestety w przypadku Stylesa złamałam wszystkie swoje niepisane zasady. Po pierwsze pokochałam go na tyle prawdziwie, że teraz czułam pustkę – tak jakbym utraciła drogocenny skarb, tak jakbym straciła pół serca, jakby ktoś lewą komorę i przedsionek wyrwał z mojej klatki piersiowej …
Szczęk drzwi wejściowych na dole nie dobiega do mnie wcale, a nawet jakby dobiegł to i tak bym go zignorowała. Jednak powolne kroki po schodach i czyjś lekko sapiący odgłos nie mogę być wytworem umysłu. Jestem trochę nietrzeźwa, ale halucynacje to na pewno nie objaw przepicia, przynajmniej tak mi się wydaje.
Moje serce krzyczy: ‘To Harryyyyy! Wrócił’, mój umysł jedna każe stanowczo odrzucić te wszystkie głosy i każe popatrzeć trzeźwo na sprawę.
- Ella… - nie mogę uwierzyć. Nie wierzę, że nie usłyszałam tego zachrypniętego, niskiego Haroldowego głosu. – Cześć.
To Louis. Ten lekko piskliwy, drżący dźwięk wydobywa się z krtani Tomlinsona. Chłopak w zmierzwionej fryzurze przykuca obok mnie.
- Cześć – próbuję opanować skrzek i rozczarowanie – Co tutaj robisz? Nie rozumiem…
- Nie musisz. Domyśliłem się co się stało i widziałem osiemdziesiąt nieodebranych połączeń na telefonie Hazzy. Posklejałem fakty i o to jestem. – Obejmuje mnie ramieniem. Przyjemne ciepło spływa na moje serce – ukojenie. Jednak moja skromna osoba jeszcze kogoś obchodzi na tym Bożym świecie, jeszcze nie jestem zupełnie sama. Opieram głowę w jego ramionach i nie wieżę już dłużej wszystkich złych emocji – zaczynam szlochać. Automatycznie przypomina mi się dzień w którym Lou przyszedł pocieszać mnie, gdy dowiedziałam się o rozwodzie rodziców, wtedy też miałam nieźle złamane serce, ale teraz chyba jest trochę gorzej.
- Nie mogłem tak tego zastawić… No, trzeba przyznać jestem samolubem, ale podczas trasy koncertowej muszę mieć spokojny umysł. Cha, cha. Musiałem się dowiedzieć czy jeszcze żyjesz. – Moja twarz rozjaśnia się mimo łez, co prawda w jego wypowiedzi nie było nic zabawnego, lecz sam jego uśmiech powoduje wyszczerz, moich zębów.
- Jak im uciekłeś? – zawodzę cichutko.
- Po prostu. – Przeczesuje mi dłonią włosy i gładzi po plecach – Zrobiłem coś, co nawet królową Elżbietę, nie upoważniałoby do wpuszczenia na pokład samolotu. Kiedyś Ci może opowiem ze szczegółami, a teraz daj łyka …
W pierwszej chwili nie rozumiem, o co chodzi, ale potem łapię, że chłopak ma na myśli, butelkę alkoholu, którą cały czas ściskam w lewej dłoni. Podaję mu bez słowa i tak łyk za łykiem, mówimy coraz więcej. Znaczy on mówi, chcąc najwyraźniej uspokoić mnie, a ja słucham, już bardziej opanowana, mimo drgania ciała i łez.
- Nie wyciągniesz ode mnie nic o Eleanor. Nawet jakbym był zlany w trupa, nie powiem o co chodziło, czemu się pokłóciliśmy. Wybacz. Ona wyjeżdża na jakiś czas do swoich krewnych we Francji i tyle… Ech… no nie patrz tak na mnie, mała.
- Nie jestem mała. – poprawiam go automatycznie i lustruję uważnie wzrokiem. Jego niebieskie tęczówki straciły cały wigor i blask. A od samego patrzenia na jego zmizernianą twarz robi mi się smutno, tym bardziej, że jego koszulka jest całkiem przemoczona (od łez oczywiście).
Aż, w końcu uznaję, że muszę zadać to pytanie:
- Po co tak naprawdę tu jesteś?
Chłopak wzrusza ramionami, a ja znowu zarykuję się na śmierć. Nie mogę przestać, trzymam głowę na jego ramieniu, a czoło i nos przytykam do jego szyi. Chłopak co parę chwil mówi ‘Shhhh, będzie dobrze’.
Odsuwam się od chłopaka, wcześniej szepcąc mu trochę zaczepnie do ucha podziękowania i wtedy to się dzieje. Lou samowolnie pochyla się nade mną. Moje usta dotykają, jego zimnych i lekko spierzchniętych warg. Moim całym ciałem wstrząsa jego dotyk. Nie to niemożliwe, to się nie dzieje… a jednak. Nigdy w życiu nikt mnie tak nie pocałował. To jest zupełnie coś innego, niż to co do tej pory przeżyłam. Pocałunek jest taki dojrzały, namiętny, zapalczywy, ale za razem nieziemsko subtelny. Wiruję, wszystko miesza się w mojej głowie, nie jestem pewna czy to naprawdę się dzieje. Jednak powoli próbuję sobie wytłumaczyć, że go nie sprowokowałam w żaden sposób, że nie ma w tym żadnej mojej winy, ze to się zdarzyło i tyle. Niestety w momencie, kiedy odwzajemniłam pocałunek stałam się częścią gry, czy raczej zdrady?
- Przestań – mówię bez jakiegokolwiek zapału, gdyż moje ciało w napięciu oczekuje następnych wydarzeń, a mój mózg wcale nie zastanawia się teraz nad konsekwencjami. Bądź co bądź, alkohol działa i stawia skuteczną barierę dla moich głupich, szarych komórek. Jesteśmy coraz bliżej siebie, przysuwam się tak, że między nami nie ma nawet milimetra przestrzeni.
Telefon zarówno mój, jak i jego się nie urywa, ale chłopak nawet nie podnosi ręki do urządzenia.
Jest po prostu za późno. Za późno, by pomyśleć i za późno, aby zatrzymać tą karuzelę.
Jego dłoń jest już pod moją koszulą, na moich nagich plecach, moje ręce mierzwią mu raz po raz włosy. Usta chłopaka na mojej szyi, obojczyku, dłoni …
Wszystko dzieje się tak szybko, że nie rejestruje momentu, kiedy moje ubranie zostają zdarte, w brutalny sposób z ciała. Nie pamiętam kiedy przenosimy się na łóżko i nie pamiętam jak to się dzieje, że siedzę na nim okrakiem.
Pamiętam natomiast każde jego słowo, dotyk, oddech na moich barkach, każdy nasz ruch i gest.

A teraz leżymy nadzy obok siebie.

6 komentarzy:

  1. Jakoś mnie ten rozdział wkręcił bardziej niż inne i wgl. zaczełam ogarniać : D Dzięki < 3

    WMYB_love1D

    OdpowiedzUsuń
  2. LOU I ELLA?!?:O NIGDY BYM SIĘ NIE DOMYŚLIŁA!świetny rozdział,mam nadzieje,że wkońcu akcja zmieni się na bardziej pozytywną,bo teraz jest wszyyyystko pogmatwane,tak jak zresztą mi pisałas:D Pozdrawiam,Edyta<3
    P.S Mam nadzieje,że ta piosenka Taylor nie nawiązuje do związku Hazzy i Elli!:P

    OdpowiedzUsuń
  3. NO KUR$#@$, nie! Nie, tak być nie może... zakończenie mnie zbiło z nóg, jestem załamaanaaaa :( Mam nadzieję, że jakoś to się rozwiąże w najbliższym czasie. Harry, tak, ten głupi Harry musi być z Ellą. I koniec.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ej no. Koleżanka na górze ma trochę racji XD Wszystko się teraz spieprzyło, tak tak Eva to przez alkohol! Ale mam nadzieję że wszystko się naprawi no i będzie ok, ale to nie ja tu jestem autorem tego opowiadania. Czekam na następny. Pisz dalej. xxx

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam wszystko, co do joty! Strasznie mi się podoba! (jak już wspominałam na tt, bo nie chcę używać tu wulgaryzmów z podniecenia ;D) Przyznam, że zakończenie mnie... asdfghjkl! :o I tak kurna wiem, że Eva będzie z Haroldem, bo jak nie... To baty będą, albo sama go sobie będę pocieszać, haha! x] Czekam na następny! xox <3

    OdpowiedzUsuń
  6. o ranyy...jakie to boskie..! nie mogę się doczekać nowego...dawaj szybko..! jesteś zajebista.....!!!!! kocham Cię..! <3<3 : D
    zapraszam do mnie islandofdreamss.blogspot.com
    kocham.

    OdpowiedzUsuń