Nie wiem czy jestem odpowiadniom osobą, żeby to powiedzieć, ani nie wiem czy moje opowiadanie nawet w jednej setnej może być zadedykowane tym osobą. Jednak odważę się to zrobić.
Dla bohaterów z 11 września, którzy wykazali się odwagą i stali się symbolem. Tylko ich można nazwać bohaterami i żadna fikcja literacka nie jest godna, aby opisywać to tragiczne wydarzenie na jego kartach. Przepraszam Was za to.
- Wygląda mi to złamanie, bella. Poczeka Pani chwilkę na prześwietlenie dobrze? - przystojny Włoch mruga do mnie porozumiewawczo.
-Si. - Nie rozumiem czemu traktuje mnie tak dobrze? Przecież to jest moja kara. Wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała dostać nauczkę za to co się ze mną dzieje. A wyszłam na koszmarną, wredną kłamczuchę, do tego intrygantkę i dziewczynę, która nie szanuje uczyć nikogo dookoła. Taka smutna prawda. Oczywiście nikt nie powiedział mi tego wprost, bo jakby to wyglądało? Wystarczy, że pomyśleli. I wystarczy, że stałam się zerem w ich oczach. Kompletną idiotką.
No, dobra, stałam się zerem tylko w oczach Zayna, który mnie rozgryzł, ale wystarczy tylko jedno jego słowo, a stanę się pośmiewiskiem w oczach wszystkich pozostałych.
Ale może zacznę od początku.
* * *
Stoki w naszej okolicy były naprawdę malownicze, trasy narciarskie dobrze przygotowane, a pogoda wyśmienita. Po trochę ciężkiej i ciasnej nocy wyruszyliśmy w stronę wyciągów i gondoli. Szczerze mówiąc wcale nie wyglądaliśmy normalnie. Ja, w nowiutkiej czarne kurtce narciarskiej, w kasku, który zamiast mnie oszpecać, podkreślał moje rysy i tworzył ładną parę z grzywką wokół twarzy oraz z czarnymi Blizzardami. Otaczający mnie chłopcy byli też niczego sobie, z trudem powstrzymywałam się od zerkania w ich stronę – tak mi się podobali. Cały plan udawania normalnych ludzi zawisł na włosku i gdyby tylko ktoś ich rozpoznał od razu zleciałby się tu tłumy reporterów. Na szczęście, było już dawno po sezonie i liczba turystów ograniczała się do minimum.
Hazza i Zayn od razu pojechali na czarną trasę - ze swoimi snowboardami, Niall siedział w restauracji na dole i zażerał się frytkami, a ja i Lilo (Liam+Louis) zostaliśmy sami. Ponieważ Liam, nigdy w życiu nie jeździł na nartach postanowiliśmy go trochę pouczyć. Nie szło nam to najlepiej, tym bardziej, że co rusz jedne pociągało drugiego na śnieg. Musiało to dość komicznie wyglądać, tym bardziej, że łapałam się na tym, że czasem, mimo, że mogłabym utrzymać równowagę przewracałam się w najdziwniejszych pozycjach na moich towarzyszy.
Tak czy inaczej następny dzień, był równie owocny, bo z kolei Harry uczył mnie jeździć na desce. Oczywiście o wiele prostsze byłoby wziąć instruktora, z którym po paru godzinach jazdy umiałabym się przynajmniej utrzymać w pionie, jednak Styles uparł się, że pojeździmy sami i dwuznacznie zażartował, że jest lepszy niż wszyscy inni instruktorzy. Nie wiedziałam jak to rozumieć, ale muszę przyznać, że była to niezła zabawa integracyjna, z której niestety nie wynikało nic więcej oprócz licznych pocałunków, żartów i objęć.
Natomiast po całodniowej jeździe, wieczorami, siedzieliśmy w naszych pokojach, najczęściej straszliwie zmęczeni, ale, mimo wszystko, chętni do wspólnej rozmowy czy żartów. Czas spedzalam milo przy kominku z gitara i z Niallem. Fajnie było sobie tak beztrosko siedzieć grać i cicho śpiewać pod nosem. Irlandczyk okazał się naprawdę cudownym kompanem i czułam się świetnie w jego towarzystwie, do czasu, kiedy złapałam się na rzucaniu mu tych zalotnych spojrzeń ‘spod rzęs’.
Chłopcom, dzięki Bogu, podobał sie mój glos i pełni zaangażowania sprawdzali moje umiejętności, testując czy dobrze trafiam w dźwięki lub jak wysoko uda mi sie wyciągnąć w ‘It’s gotta be youuuuuuuuu’.
Naprawdę dobrze sie czułam w ich towarzystwie i jeżeli robiłam coś złego działo sie to całkowicie nieświadomie i przypadkowo. Po prostu jest impulsywna i tyle. Niestety Zayn musiał mi to pewnego razu, bardzo skutecznie z resztą, uświadomić.
Wybrałam sie do centrum, po jakąś porządna kawę, której mi tak cholernie brakowało przez ostatnie dni i w drodze powrotnej, która ciągnęła się przez zaspy i nieodśnieżony chodnik, natknęłam sie na Malika. Jak doszłam później do wniosku chłopak dokładnie to sobie, wcześniej, zaplanował i obmyślił, wiec wszystko, za pewne, przebiegało według jego misternego planu. Ja jednak nie miałam żadnej ochoty na pogaduszki tym bardziej, ze w dalszym ciągu czułam jego usta na swoich wargach, jego język w moim gardle, a potem moją dłoń uderzającą jego nieogolony policzek.
- Co słychać? Jak Ci sie tu podoba? – próbował mnie zagadać, był to wstęp do sedna sprawy. Odpowiadałam zdawkowo, czekając w napięciu, kiedy wreszcie przejdzie do konkretów. Niedługo po tym tak się stało.
- Wydarzenia 11 września na zawsze nas połączyły wiesz? - zaczyna spokojnie. Ja oczywiście, że mam tego świadomość, tym bardziej, że nawet gdybym nie chciała o tym pamiętać to, wspomniane wcześniej, senne koszmary skutecznie mi to uniemożliwiają
- Od tego wydarzenia minęło juz tyle czasu … - próbuję w jakiś sposób skierować rozmowę na inne tory.
- Ale ja wciąż nie mogę zapomnieć. O Tobie. O tej dziewczynce, która uratowała mi życie - pociągam nosem, a chłopak niewzruszenie kontynuuje -… i wobec której zachowałem sie tak skandalicznie potem. Ja…
W tym momencie przerywam monolog mulata, stając centralnie przed nim. Staram sie rozważnie wypowiadać słowa, ale co rusz moja uwagę rozpraszają jego ciemne oczy czy włosy. Na usta staram sie nie patrzeć, gdybym to zrobiła to zaraz rzuciłabym mu sie na szyje. Jednak wiem doskonale, że tego nie zrobię, tym bardziej, że w tym momencie zaślepiły mnie, moje własne łzy. Malik dotknął mojego czułego punktu. Przywoływanie tamtych wydarzeń jest dla mnie wciąż bolesne, a rana, cały czas nie może się zabliźnić i otwiera się na nowo – po każdej wzmiance na ten temat.
- Przestań Zayn, uzgodniliśmy chyba, ze nie wracamy do tego, prawda? Nigdy. - sapie z pewnym wysiłkiem. Tego dnia, jedenaście lat temu, z dziewczynki żyjącej w świecie zabawek stałam się kimś zupełnie innym. Dorosłam w ciągu kilku chwil i beztroska już nigdy, ani na moment, do mnie nie powróciła. Nie mogła powrócić, bo zmieniłam się nie do poznania. Całe życie i radość ze mnie uciekła, cały świat legł w gruzach, mimo, że rodzice wciąż byli u mojego boku. Stałam się dorosła. Jednak trauma pozostała i mam świadomość, że już na zawsze będzie obok mnie. Bo to wydarzenie zapoczątkowało wszystkie moje późniejsze problemy… Z pozoru jestem szczęśliwa, bo nie myślę o smutkach na co dzień, lecz, gdy ktoś mi o nich przypomina – jak Zayn w tej chwili – całkowicie tracę równowagę…
- Ale ja nie mogę przestać o tym myśleć, rozumiesz?! - Chłopak dość gwałtownie potrząsa moimi ramionami, ale ja odwracam twarz - nie wytrzymuje tego spojrzenia, nie mogę zaczerpnąć powietrza, duszę się.
To prawda, ze ja, Eva Ella Vermont, uratowałam życie Zaynowi Malikowi, kiedy miałam sześć lat. To dzięki mnie wyszliśmy, prawie bez szwanku z walących sie World Trade Centre i to dzięki mnie on stoi tutaj przede mną. Ale mnie nie obchodzi co wtedy zrobiłam, zareagowałam po prostu tak, jak wymagała sytuacja i tyle. Nigdy nie czułam się jak bohaterka, bo nigdy ją naprawdę nią nie byłam. A teraz wszystkie sprawy się skumulowały i nawarstwiły.
- Nie mogę, zrozum. – Ten dalej gada o tym samym - Odkąd znowu pojawiłaś sie w moim życiu… Odkąd stoisz tak blisko, taka piękna, dobra, ale jednak zagubiona… i taka … nierealna. Ja nie mogę być obok Ciebie i powstrzymywać sie…
- Ja nie rozumiem. – Świadomość mi momentalnie wróciła, a całe ciało skupiło się na obecnej chwili. Myśl wypowiedziana na głos, sprawia, że mój mózg zaczyna pracować intensywniej. Ja naprawdę nie wiem do czego ten chłopak zmierza, lecz niestety gdzieś z tyłu głowy kotłują się pewne domysły, które siłą tamuję. Opuszczam znowu wzrok, ale mulat łapie mnie za brodę i zmusza do spojrzenia w oczy.
- Ja Cie kocham! Szaleje za Toba, proszę Cie…
Moje ciało jest sparaliżowane, dlatego nie wiem jak długo stoimy tak mierząc sie wzrokiem. Jednak trwa to dostatecznie długo żeby mój kubek z gorącą kawa wystygł totalnie, a moje palce u stop, i tak juz w przemoczonych butach, skostniały. Wreszcie zbieram się na odwagę. Muszę przerwać ciszę, muszę z siebie wydusić, nie ważne jak będzie to bolesne, ale mówię tylko:
- Przykro mi. – Zwykłe, chłodne i do tego puste słowa. Brązowe oczy Zayna, tak dokładnie lustrujące mnie przygasają, widzę w nich lekkie zażenowanie i cierpnie. Jest mi naprawdę smutno brać udział w tej scenie. Ale przecież kocham Harrego Edwarda Stylesa, nie mogę grać i odpowiedzieć tym samym Malikowi – nieważne co bym czuła. Potem dzieje się coś niespodziewanego, z resztą dalej nie rozumiem czemu to zrobiłam. Z całej siły przyciskam swoje usta do ust Zayna – jest to pocałunek pełen smutku i cierpienia. Odsuwam się od chłopaka, ale on z powrotem chce mnie przyciągnąć do siebie. Ja jednak mu nie pozwalam, bo to był nasz ostatni pocałunek, tego jestem zupełnie pewna.
Co gorsza, nie wiem jak mi się udaje wrócić w jego towarzystwie do reszty. Nie wiem, jak po tym co mi powiedział, mogę tak spokojnie iść obok niego ze świadomością, że rozdarłam mu serce na pół i dodatkowo nie wiem, czy będę potrafiła zachować tylko dla siebie to co się stało. Przy samych drzwiach, brunet łapie mnie za nadgarstek i mówi:
- Wiem, że to niemożliwe, ale ja będę na Ciebie czekał. Mimo wszystko będę. – Odwraca się, ale potem znowu zwraca się w moją stronę – I nie graj z nami. Dobrze widzę co wyprawiasz, nie rań ich, kręcąc z każdym po kolei. Harry Cię naprawdę kocha. - Kręcę głową, wypowiadając nieme błaganie, ale jest za późno, bo jego postać znika w drzwiach. Stawiam krok w jego stronę i wtedy cały świat wiruje dookoła, oblodzony kamienny stopień mnie zdradza i z łoskotem spadam kilka metrów w dół na odśnieżony podjazd.
Moje kochane czytelniczki, może ten rozdział nie wyszedł do końca tak pięknie jak chciałam, ale coś powstało, naprawdę dobrze mi się go pisało, chyba odzyskałam wenę :)
Proszę, piszcie w komentarzach co sądzicie :)
Chciałabym też zapytać, czy któraś z Was nie mogłaby zareklomować jakoś mojego bloga, przeniosłam to opowiadanie z tumblra tutaj i jest ciężko ...
I zapraszam na mojego tt: @itsofficialeva, odwdzięczę się jakoś <3 xx
o, wreszcie sie wyjaśniła ta sytuacja z Zaynem, bardzo mnie to cieszy! rozdział bardzo fajny, ale po co ona go całowała, no naprawdę... głupia baba, ma Harrego, no ale... tak widocznie musiało być. ciekawa jestem co tam dalej wymyślisz więc pisz, pisz ;D
OdpowiedzUsuńja też nie wiem po co to zrobiła naprawdę :D xxx
UsuńPiszz , piszz następny ! ; D
OdpowiedzUsuńWMYB_love1D
kkk <3
UsuńAwwww . ;3
OdpowiedzUsuńwyjaśniło się w końcu z Zayn'em .
Ale ona go pocałowała : > nie aww .
Dawaj NN . !!!
zapraszam : http://zaynmalikstorylove.blogspot.com/