Dla Edyty, przepraszam, że nie ma happy endu tutaj :D
Login … EEVermont, hasło ***. Twitter. Wreszcie odważyłam
się tu wejść. Strona w przeciągu ostatnich lat niewiele się zmieniła, dalej na
stronie głównej wita mnie ten wesoły, niebieski ptaszek. Z ikonki uśmiecha się
moja trzynastoletnia, umalowana twarz. Czym prędzej kasuje to koszmarne zdjęcie
i łączę swojego Instagrama ze stroną. Aktualne zdjęcia i krok bliżej sukcesu.
Jednak tło z Demi zostawiam, wzrusza mnie nasz dwójka naiwnych, sztucznie
szczęśliwych nastolatek.
Dziecięcego i głupiutkie bio zmieniam na rzecz czegoś bardziej
konkretnego – może bardziej ponurego i rzeczywistego, ale za to
prawdziwego.
A teraz czas na moją ulubioną zabawę - interakcje.
Zamieram. Nie wierze własnym oczom w to co widzę. Zamiast
słodkiego spamu z prośbą o obserwowanie
lub odpisanie, masa tweetów od nieznajomych dziewczyn. Co druga wiadomość
zawiera obrażające mnie przekleństwa, co trzecie zdanie zawiera słowo ‘ździra’
czy ‘dziwka’, a każda jedna jest mi nie przychylna.
‘Co ja im zrobiłam?’ – myślę. Przecież nigdy nie rozmawiałam
z nimi, a od czasu ujawnienia mojego związku z Harrym nie udzielałam, żadnego,
nawet najmniejszego wywiadu. Czemu one mnie nienawidzą? Pff, chyba nie o to chodzi,
że chodzę z Harrym? Przecież to niemożliwe, żeby Directionerki nienawidziły
dziewczyny swojego idola.
A jednak. Nienawidzą mnie, Harrego kochają, a mnie
nienawidzą. Świat się zmienił nie odpoznania, kręcę głową wkurzona, bo nie wiem
co myśleć. Kiedy byłam mała, nikt na tych portalach społecznościowych się nie
kłócił, służyły one jedynie komunikacji, wymieniania poglądów, podziwiania
idoli, a nie nienawiści. Nie rozumiem. Kompletnie. To tak jakby z prehistorii trafiła do epoki oświecenia.
Totalna dezorientacja. Trudno więc się mi dziwić, że w tym osłupieniu co sił w
nogach, a raczej prawej nodze i dwóch kulach, bo lewa kończyna jest w gipsie,
popędziłam do Harrego i zażądałam natychmiastowego wyjaśnienia sprawy.
Chłopak podszedł do sprawy honorowo i obiecał, że on
wszystkim się zajmie i żebym się niczym nie przejmowała. Musze przyznać, bez
bicia, że byłam mu wdzięczna za napisanie kilku niemiłych i może zbyt ostrych
słów do moich ‘hejterek’. Dodam, że sama
nigdy nie zdobyłabym się na kłótnie z takimi osobami, bo – po pierwsze – gdy
czytam takie akty agresji wobec mojej osoby, momentalnie wokół mojego żołądka
zaciska się metalowy pręt, który, ani na moment nie rozluźniał swojego ucisku,
tylko gniótł mnie coraz bardziej bardziej. Po drugie, aby wymyślić dostatecznie
ciętą, a zarazem błyskotliwą ripostę musiałabym posiedzieć przynajmniej kilka
godzin, jak nie dni (!!!) i mimo wszystko, dalej nie byłaby to idealna
odpowiedź.
Jestem więc naprawdę dłużna Stylesowi za uratowani mi tyłka.
Ogarnia mnie błogi spokój, a moje nerwy wreszcie się rozluźniają, gdy leżę, z
głową na podołku Harrego i delikatnie przeczesuję mu loczki na karku. Wreszcie
mam chwilę, aby na spokojnie zastanowić się nad pewnymi kwestiami, które dręczą
mnie od naszego powrotu z Włoch.
Pierwszą taką kwestią jest Zayn Malik, który przez ostatnie
dwa dni nieustannie zaprząta mi swoją osobą, głowę. A raczej dręczy mnie mój
pocałunek złożony na jego ustach i jego odważne wyznanie. Od tego wydarzenia
unikam go jak ognia. Za żadne skarby na niego bym nie spojrzała, ani tym
bardziej nie przemówiła. Wystarczy mi już dość bolesne doświadczenie, które
zdarzyło się podczas lotu powrotnego. Chodzi mi bowiem o to, że mój wzrok skrzyżował
się ze wzrokiem mulata i przez ten ułamek sekundy poczułam tysiące igieł
wbijających się w moje ciało. Oczy chłopaka nie wyrażały, ani smutku, ani
wściekłości - nie mogłam z nich absolutnie nic wyczytać, były puste, bez
jakiegokolwiek wyrazu, bez przejawu chłodu ani żalu. Nicość i może
rozgoryczenie. Przeraziło mnie to. Dosłownie. Próbowałam zastanawiać się czemu
go pocałowałam, czemu nie dałam mu w twarz, jak to już czyniłam w przeszłości?
Czemu nie odwróciłam się zdecydowanie i nie odeszłam? Czemu? Nienawidzę go za
to co powiedział i nienawidzę siebie za to co zrobiłam. Skrzywdziłam go,
zadałam ból, który na pewno nie byłby tak dotkliwy, gdybym nie wpakowała mu
języka do gardła. Ale jest już za późno, stało się. Zayn dostał w twarz, nie
dosłownie, ale w przenośni i obawiam się, że ten policzek zabolał go o wiele
mocniej. Myślę, że jego rana pogłębia się, kiedy mnie widzi, kiedy lustruje
mnie wzrokiem i kiedy widzi moje dłonie zatopione w Harrym. To musi boleć. Ale
ja chcę pozostać wierna. Pozostać wierna Harremu. Za dużo już narobiłam
bałaganu i w sumie nie wiem jeszcze jak długo uda mi się powstrzymać lawinę.
Prędzej czy później nie wytrzymam i powiem komuś o tych wszystkich zdarzeniach,
a nawet jakbym wytrzymała to Zayn nie będzie umiał siedzieć cicho i tak czy
owak wszyscy się dowiedzą. I nie tylko dowiedzą się o skrywanej Malikowej
miłości do mnie, ale dowiedzą się o też o moich nieświadomych flirtach z
Louisem czy Niallerem, które odbywały się podczas naszych codziennych Jam
Session’s.
W głowie jeszcze huczy mi jeden tweet, który przeczytałam i
który, jako jedyny, nie był nafaszerowany wulgaryzmami ‘Czy ty chociaż go
kochasz i szanujesz?’.
Czy kocham go
szczerze, czy na pewno jest tym jedynym? Czy to z nim mogłabym spędzić resztę
życia? Czy on… A jeżeli tak, to czemu zaprząta mi głowę Louis, Niall czy Zayn?
Czemu nic nie może być tak dziecinnie proste, jak było
kiedyś? Czemu się waham, czemu?
Harold jest bezapelacyjnie najcudowniejszym chłopakiem na
świecie; delikatny, łagodny, opiekuńczy, kochający… Ideał. Ale czy nie zawsze
marzyłam o niegrzecznym chłopcu na motorze? Marzyłam… ale to jest przeszłość,
teraz najbardziej potrzebuję stabilizacji i spokoju. Miłości, która złagodzi
moje wieloletnie cierpienia, młodzieńczej, naiwnej, prostej miłości…
Jestem szczęśliwa, nikt temu nie może zaprzeczyć. Wreszcie
czuję się bezpieczna, wreszcie mogę być w czyjś ramionach dłużej niż pięć
sekund bez poczucia zagubienia.
*So fly it's like a blessing but I can't have a man look at me for 5 seconds
Without be feeling insecure**So fly it's like a blessing but I can't have a man look at me for 5 seconds
Czuję się dobrze, mimo otaczającego mnie zła - jest dobrze.
Niektóre problemy minęły, niektóre dalej trwają, niektóre dopiero się
zaczynają. Ale to przy tym brunecie z loczkami odnalazłam szczęście… Chyba
odnalazłam. Waham się. Ciągle się waham. Ciągle czuję się zagubiona, mimo, że
wszystko powinno być dobrze, mimo, że wreszcie kogoś obchodzę. Waham się.
*Never really had luck, couldn't never figure outHow to love*
Łzy, które zalewają moje oczy nie są łzami smutku, są
wyrazem bezsilności. Niemocy, gdyż tak bardzo bym chciała móc wykrzyczeć co we
mnie siedzi. Tak bardzo chciałabym powiedzieć Harremu, że rano znowu
wymiotowałam, że nie mogłam się powstrzymać i że pocałowałam Zayna kilka dni
temu, że nie wiem co o tym myśleć, że nie wiem co się dzieje.
- Co się dzieje? – Czy chłopak usłyszał moje nieme błagania?
Czy to Bóg zsyła mi pomoc, daje szansę? Styles uważnie lustruje mnie wzrokiem,
który tuż przed chwilą oderwał od ekranu telewizora na którym oglądał jakiś
mecz.
- Nic, nic… Zmęczona jestem. – Mamroczę.
Oczywiście, że nie wykorzystałam swojej szansy, oczywiście
musiałam spaprać jak zawsze. Przecież taka okazja już nie nadarzy, już nie będę
miała sposobności w taki łatwy sposób powiedzieć o wszystkim… ale się boję.
Boję, się, że zamiast słów pociechy dostanę w serce ostrzem. Boje się.
- Kochasz mnie? – Chce się upewnić. Siadam tak blisko
chłopaka, że nasze nosy prawie się stykają, czuję jego równomierny oddech.
- Tak, a ty? – Proste słowa, które nie mogą do mnie dotrzeć.
Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam? Przecież, jeszcze nigdy wcześniej nie
przedstawiłam Hazzie tak jasno sytuacji, jak on mi przedstawił parę tygodni
temu. Znowu się waham, ale wiem, że jest tylko jedna, jedyna prawidłowa
odpowiedz. Jedna, którą moje serce i umysł mi narzuca, jedna, która może zostać
wypowiedziana.
- Tak. Harry kocham Cię, kocham. – Potok słów płynie mi
prosto z gardła, na mojej twarzy pojawia się mimowolny uśmiech. Wszystko znika.
Tylko ja i on. Nie wiem, czemu powiedziałam tak, a nie inaczej, ale skoro taka
była moja pierwsza myśl, moja intuicja wie co robi i nie zawodzi. Moje ciało
rwie się do chłopaka, tylko lewa noga w gipsie skutecznie to utrudnia. Pochylam
się nad nim, a od przysuwa się do mnie. Znowu rozpływa się po mnie to przyjemne
ciepło, a wszystkie troski odchodzą. Liczy się tylko ta chwila, liczy się tylko
to, że on jest mój. Czuję jego bliskość, tego czego najbardziej mi brakowała, i
to co potrafi mi pomóc zapomnieć.
* * *
*dwa dni później*
Dzisiaj wieczorem chłopcy wyjeżdżają, a ja siedzę pomiędzy
jedną wielką czarną walizką, a kupą brudnych, najwyraźniej, zmiętych koszul.
Harry biega w amoku od łazienki do salonu z tonami skarpetek, majtek, spodni i
podkoszulków, co chwilę w opętaniu gmera w różnych szufladach, wynajdując różne
ładowarki, kosmetyki czy sznurowadła. Eleanor stoi, w oczywistym stroju – czyli
w samej koszulce swojego chłopaka i dość nieporęcznie składa i doprasowuje
pasiaste bluzki. Zayn, który z niewiadomych przyczyn zjawił się w domu Larrego
nie jest w lepszym stanie. Przepakowuje ubrania do większej torby, przy czym
uważa, aby w żaden sposób nie stanąć na mojej drodze, czy nie złapać mojego
morderczego spojrzenia. Nie wiem co chce mu przez to przekazać, ale wolę
zachowywać dystans niż czułymi słówkami i przeprosinami spowodować kolejny
przypływ namiętności.
Tylko Louis zachowuje się najbardziej normalnie, gdyż siedzi
naprzeciwko mnie – przy kolejnym stosiku trampek Conversów i objaśnia mi gdzie
po kolei będą występować, mieszkać i dla jakich magazynów mają zaplanowane
sesje zdjęciowe czy wywiady. Ja, jak zaczarowana, przysłuchuję się jego
opowieści. Taka trasa koncertowa, to naprawdę duże przedsięwzięcie, ale to
atmosfera jest nie do opisania. Ile ja bym mogła dać, za jeden głupi występik,
chociaż za jedną piosenkę wykonaną przed tłumem fanów. Niestety nie będzie mi
to już nigdy dane…
- Polecisz kochanie, po jakąś kawę – zawodzi Harry z
drugiego pokoju. A ja – wierna służąca – biegnę, jak zaczarowana, do
najbliższego Starbucksa.
W drodze powrotnej zastanawiam się jak wytrzymam najbliższe
tygodnie, bez tych wariatów. Będą to chyba najnudniejsze dni mojego życia. Za
Harrym stęsknię się chyba niewyobrażalnie, tym bardziej, że moje ostatnie
wyznanie chyba jeszcze bardziej nas ‘zespoliło’.
Wpadam do mieszkania, które jest w jeszcze większym
bałaganie i od progu słyszę wrzaski z pokoju Louisa, Harry w kuckach czai się
tuz pod drzwiami i nadstawia słuch, a Zayn stoi parę metrów dalej –
najwyraźniej waha się czy podsłuchiwać dalej czy odejść. Skonsternowana patrzę
na strwożonego Hazzę odkładam kawy jak najdalej, aby jej zapach mnie nie
zdradził i staję tuż obok Malika, bo również, nie wiem czy to, aby na pewno,
najlepszy pomysł.
- … po co to zaczęłaś? – Mówi, już lekko przyciszonym głosem
Louis.
- Nie wiem, ale zrozum, tak nie może być. Nie może! – El
wpadła najwyraźniej w szał, bo jej głos mocno drży i wcale nie próbuje ukrywać
się z awanturą.
- Ni chciałem tego mówić, ale to tylko i wyłącznie Twoja
wina, taka jest prawda…
- Jak śmiesz, przecież to ty mi nie chciałeś powiedzieć, to
ty skłamałeś! Tak się ze mną, żegnasz, naprawdę? – Szmer zakładanego ubrania i
stęknięcie torby podnoszonej z ziemi. Odruchowo ciągnę Zayna za mankiet i
znikamy w łazience. Marszczę się mocno, kiedy słyszę krzyki na bezbronnego
Harrego w kącie, trzask drzwi i znowu głos Louisa, który każe Haroldowi się
odczepić, wrzeszcząc przy tym w niebogłosy. Zagryzam wargi i dopiero wtedy
uświadamiam sobie, że stoję na wprost skonsternowanego Malika. Do tego
znajdujemy się w łazience, drzwi są zamknięte, a miejsca mało.
- Przepraszam… wychodzę…
- próbuję się przepchać, obok jego ramienia, które skutecznie blokuje mi
drogę. Jeżeli w ciągu pół sekundy nie opuszczę tego pomieszczenia, wiem, że
rozpęta się wojna.
- Ella, chciałem się pożegnać. – Co on powiedział? Czy się
przesłyszałam przez przypadek? – Pozwól mi się przytulić.
Tego za wiele, czy znowu Zayn ze mną gra czy znowu próbuje
swoich sztuczek, lecz z drugiej strony jedno pożegnalne objęcie nie powinno
niczego zmienić. Rozkładam lekko ramiona, a mulat przesuwa dłoń po moich plecach.
Jego usta na moim policzku.
- Do zobacze… - Nie zdążam dokończyć słowa, bo drzwi
otwierają się z hukiem i widzę w nich postać Harrego z miną, delikatnie mówiąc,
mocno zdezorientowaną. Odskakuję od Zayna i w jednym momencie stoję już obok
Stylesa. Wiem, że sytuacja z boku wygląda dwuznacznie, więc robię co mogę, aby
zatuszować nieporozumienie.
- Żegnaliśmy się właśnie z Zaynem, wiesz, jakie potem będzie
zamieszania. Cha cha, wiem jak to wyglądało, Boże, ale musieliśmy się schować
przed rozwścieczonym Louisem i Elką. O co poszło, wiesz? Nie powiedział Ci?
Biedaku, tak na Ciebie nawrzeszczał … - zalewam go nieprzerwanym monologiem, co
chwila zerkając ukradkiem na Malika, który co chwila patrzy to na moje palce
splecione z dłonią Harrego, to na moją rękę, która przeczesuje chłopakowi loczki,
to znowu na ramię otaczające mnie i moją
talię…
Co ja najlepszego
wyprawiam? Czego ja do cholery chcę? Do czego ja zmierzam? Tego chyba nie wie
nikt… To jest bezsensu, coraz bardziej się chyba pogrążam, coraz bardziej
motam.
- Idę sobie nalać wody. – Czym prędzej znikam z pierwszej
linii frontu, jednak uciekam prosto z pod deszczu pod rynnę. W kuchni
najzwyczajniej w świecie siedzi sobie Louis – przy szklance wody właśnie. Na
cholerę on tam siedzi, czemu nie poszedł gdzie indziej i czemu te głupie łzy
kapią mi po policzkach? Matko … to jest czyste wariactwo. Przecież ze mną nie
jest w porządku, kto normalny odstawiałby takie sceny jak ja dzisiaj? Kto by pomyślał,
że stanę się kłamczuchą i do tego mazgajem?
Głupia krowo, przestań płakać, no przestań, przestań już.
Nic się nie stało, Harry nie jest zły, Zayn dalej zraniony, ale mniejsza z tym.
Louis nie widzi moich łez, nie widzi ich. Nie.
- Hm, możemy pogadać,
El? – Podrywam się na dźwięk dość szorstkiego głosu Harolda – odwracam się
napięcie, posyłając znaczące spojrzenie Louisowi - aby w razie popełnienia
morderstwa wiedział, że coś się święciło wcześniej. Podążam drobnymi kroczkami
za moim chłopakiem , który zamyka drzwi i wskazuje mi fotel – czuję się jak na
jakimś diabelnym przesłuchaniu.
- Wiesz… nie wiem jak to powiedzieć. – Podnoszę wzrok na
chłopaka, który nerwowo bawi się swoimi palcami. Niech załatwi to szybko i
bezboleśnie, niech mi wypomni jaka jestem głupia. Proszę. – Ja nie jestem
idiotą. Nie rób ze mnie debila.
- Co? – Wyrywa mi się bezsensownie. Przecież ja go kocham,
on mnie kocha jest pięknie. Po co zaczynać, jakiś niewygodny temat tuż przed
wyjazdem co on chce mi powiedzieć? Boże, nie zniosę tego dłużej, nie wytrzymam
tej ciszy, naszych oddechów. Zrobiło się naprawdę nie przyjemnie, atmosfera
zawisła nade mną. Czy Harry odkrył moją tajemnice? Niech wydusi z siebie to,
szybciej, szybciej.
- Myślę, że powinniśmy od siebie odpocząć. Wyjeżdżam,
uporządkujmy swoje sprawy, a jak znów się spotkamy to pogadamy co dalej. –
Wybucham lekko ironicznym śmiechem. Naprawdę nie wierze. Wszystkiego się spodziewałam,
ale nie takiego końca.
Przecież tak brzmi rozstanie…
- Zrywasz ze mną? – Matko, czy ja to powiedziałam na głos?
Może on wcale nie miał tego na myśli, może to było tylko takie gadanie. Może on
wcale nie wie co to jest rozstanie?
- Nie wiem, ale nie mogę znosić kłamstwa. Co się dzieje między tobą i Zaynem? Nie udawaj! – Krzyczy, a ja zaczynam płakać – jak małe bezbronne dziecko. Może przestanie, może mnie przytuli, może będzie dobrze.
*I need to feel your heart beat when you say you love me*
- Harry, proszę, nie krzycz, nic się nie dzieje…
*I don't wanna hear it if it's something that you don't mean*
- Przestań, kłamiesz i łżesz cały czas. Nie jestem głupi, nie jestem. Miałem nadzieje, że mi powiesz, sama, że sobie wyjaśnimy to wszystko, ale nie, ty po prostu … Boże. Kochałem Cię… kocham. Czemu mi to zrobiłaś, czemu kombinujesz co jest ze mną nie tak?! Co?! – Takiej histerii jeszcze nigdy nie widziałam, drżę z przerażenia, kiedy chłopaka kopie szafkę, tak, że spadają z niej wszystkie płyty. Gdyby ktoś pół godziny temu mnie zapytał jakie będzie pożegnanie nigdy nie przypuszczałabym, że tak się dzisiejszy dzień skończy. Nigdy nie zastanawiałam się, że Harry tak może się wkurzyć.
- Błagam… ja nic nie zrobiłam…
- Ale myślałaś o innym, a to jest czasem gorsze. Co jest ze mną nie tak … – Łapie mnie za ramiona. Tak bardzo pragnę się przytulić do niego, tak bardzo chcę go trzymać w ramionach. – Cholernie zależy mi na Tobie, to dlatego … Przepraszam.
* If I had to leave you now, there would be an empty space
It doesn't matter anyhow, you can't take your things, and go your own way*
Co się właśnie stało?
Louis, on by mnie zrozumiał. Ale moje oczy nie umieją wyrazić bólu i błagania, są tak samo puste jak oczy Zayna i jak oczy Harrego.
* And There's two more lonely people, in the world tonight, baby you and I
And there's two more lonely people, who give up the fight, yeah I'm on a ride
Well, you know my heart is achin' and you don't have to break it, if love don't change your mind
Yea, there's two more lonely people, tonight...*
Końcówka najlepsza < 3 .Ale wgl. wstęp tego rozdziału.. Wow ! : D
OdpowiedzUsuńJestem dumna z tego że taka zdolna osoa ma mnie w obserwujących ; D
WMYB_love1D
nieeeeeeeeeeeeeeeee... co za lipa, no nie. ale dobrze, że tak to wyszło, bo mogło być gorzej. no nic, ciekawa jestem co dalej z nimi będzie i czy bohaterka zrozumie, że czuje coś do Zayna. :)
OdpowiedzUsuń