wtorek, 11 września 2012

XXII.


Dla Edyty, przepraszam, że nie ma happy endu tutaj :D

Login … EEVermont, hasło ***. Twitter. Wreszcie odważyłam się tu wejść. Strona w przeciągu ostatnich lat niewiele się zmieniła, dalej na stronie głównej wita mnie ten wesoły, niebieski ptaszek. Z ikonki uśmiecha się moja trzynastoletnia, umalowana twarz. Czym prędzej kasuje to koszmarne zdjęcie i łączę swojego Instagrama ze stroną. Aktualne zdjęcia i krok bliżej sukcesu. Jednak tło z Demi zostawiam, wzrusza mnie nasz dwójka naiwnych, sztucznie szczęśliwych nastolatek.
Dziecięcego i głupiutkie bio zmieniam na rzecz czegoś bardziej konkretnego – może bardziej ponurego i rzeczywistego, ale za to prawdziwego. 
A teraz czas na moją ulubioną zabawę - interakcje.
Zamieram. Nie wierze własnym oczom w to co widzę. Zamiast słodkiego  spamu z prośbą o obserwowanie lub odpisanie, masa tweetów od nieznajomych dziewczyn. Co druga wiadomość zawiera obrażające mnie przekleństwa, co trzecie zdanie zawiera słowo ‘ździra’ czy ‘dziwka’, a każda jedna jest mi nie przychylna.
‘Co ja im zrobiłam?’ – myślę. Przecież nigdy nie rozmawiałam z nimi, a od czasu ujawnienia mojego związku z Harrym nie udzielałam, żadnego, nawet najmniejszego wywiadu. Czemu one mnie nienawidzą? Pff, chyba nie o to chodzi, że chodzę z Harrym? Przecież to niemożliwe, żeby Directionerki nienawidziły dziewczyny swojego idola.
A jednak. Nienawidzą mnie, Harrego kochają, a mnie nienawidzą. Świat się zmienił nie odpoznania, kręcę głową wkurzona, bo nie wiem co myśleć. Kiedy byłam mała, nikt na tych portalach społecznościowych się nie kłócił, służyły one jedynie komunikacji, wymieniania poglądów, podziwiania idoli, a nie nienawiści. Nie rozumiem. Kompletnie. To tak jakby z  prehistorii trafiła do epoki oświecenia. Totalna dezorientacja. Trudno więc się mi dziwić, że w tym osłupieniu co sił w nogach, a raczej prawej nodze i dwóch kulach, bo lewa kończyna jest w gipsie, popędziłam do Harrego i zażądałam natychmiastowego wyjaśnienia sprawy.
Chłopak podszedł do sprawy honorowo i obiecał, że on wszystkim się zajmie i żebym się niczym nie przejmowała. Musze przyznać, bez bicia, że byłam mu wdzięczna za napisanie kilku niemiłych i może zbyt ostrych słów do moich ‘hejterek’.  Dodam, że sama nigdy nie zdobyłabym się na kłótnie z takimi osobami, bo – po pierwsze – gdy czytam takie akty agresji wobec mojej osoby, momentalnie wokół mojego żołądka zaciska się metalowy pręt, który, ani na moment nie rozluźniał swojego ucisku, tylko gniótł mnie coraz bardziej bardziej. Po drugie, aby wymyślić dostatecznie ciętą, a zarazem błyskotliwą ripostę musiałabym posiedzieć przynajmniej kilka godzin, jak nie dni (!!!) i mimo wszystko, dalej nie byłaby to idealna odpowiedź.
Jestem więc naprawdę dłużna Stylesowi za uratowani mi tyłka. Ogarnia mnie błogi spokój, a moje nerwy wreszcie się rozluźniają, gdy leżę, z głową na podołku Harrego i delikatnie przeczesuję mu loczki na karku. Wreszcie mam chwilę, aby na spokojnie zastanowić się nad pewnymi kwestiami, które dręczą mnie od naszego powrotu z Włoch.
Pierwszą taką kwestią jest Zayn Malik, który przez ostatnie dwa dni nieustannie zaprząta mi swoją osobą, głowę. A raczej dręczy mnie mój pocałunek złożony na jego ustach i jego odważne wyznanie. Od tego wydarzenia unikam go jak ognia. Za żadne skarby na niego bym nie spojrzała, ani tym bardziej nie przemówiła. Wystarczy mi już dość bolesne doświadczenie, które zdarzyło się podczas lotu powrotnego. Chodzi mi bowiem o to, że mój wzrok skrzyżował się ze wzrokiem mulata i przez ten ułamek sekundy poczułam tysiące igieł wbijających się w moje ciało. Oczy chłopaka nie wyrażały, ani smutku, ani wściekłości - nie mogłam z nich absolutnie nic wyczytać, były puste, bez jakiegokolwiek wyrazu, bez przejawu chłodu ani żalu. Nicość i może rozgoryczenie. Przeraziło mnie to. Dosłownie. Próbowałam zastanawiać się czemu go pocałowałam, czemu nie dałam mu w twarz, jak to już czyniłam w przeszłości? Czemu nie odwróciłam się zdecydowanie i nie odeszłam? Czemu? Nienawidzę go za to co powiedział i nienawidzę siebie za to co zrobiłam. Skrzywdziłam go, zadałam ból, który na pewno nie byłby tak dotkliwy, gdybym nie wpakowała mu języka do gardła. Ale jest już za późno, stało się. Zayn dostał w twarz, nie dosłownie, ale w przenośni i obawiam się, że ten policzek zabolał go o wiele mocniej. Myślę, że jego rana pogłębia się, kiedy mnie widzi, kiedy lustruje mnie wzrokiem i kiedy widzi moje dłonie zatopione w Harrym. To musi boleć. Ale ja chcę pozostać wierna. Pozostać wierna Harremu. Za dużo już narobiłam bałaganu i w sumie nie wiem jeszcze jak długo uda mi się powstrzymać lawinę. Prędzej czy później nie wytrzymam i powiem komuś o tych wszystkich zdarzeniach, a nawet jakbym wytrzymała to Zayn nie będzie umiał siedzieć cicho i tak czy owak wszyscy się dowiedzą. I nie tylko dowiedzą się o skrywanej Malikowej miłości do mnie, ale dowiedzą się o też o moich nieświadomych flirtach z Louisem czy Niallerem, które odbywały się podczas naszych codziennych Jam Session’s.
W głowie jeszcze huczy mi jeden tweet, który przeczytałam i który, jako jedyny, nie był nafaszerowany wulgaryzmami ‘Czy ty chociaż go kochasz i szanujesz?’.
 Czy kocham go szczerze, czy na pewno jest tym jedynym? Czy to z nim mogłabym spędzić resztę życia? Czy on… A jeżeli tak, to czemu zaprząta mi głowę Louis, Niall czy Zayn?
Czemu nic nie może być tak dziecinnie proste, jak było kiedyś? Czemu się waham, czemu?
Harold jest bezapelacyjnie najcudowniejszym chłopakiem na świecie; delikatny, łagodny, opiekuńczy, kochający… Ideał. Ale czy nie zawsze marzyłam o niegrzecznym chłopcu na motorze? Marzyłam… ale to jest przeszłość, teraz najbardziej potrzebuję stabilizacji i spokoju. Miłości, która złagodzi moje wieloletnie cierpienia, młodzieńczej, naiwnej, prostej miłości…
Jestem szczęśliwa, nikt temu nie może zaprzeczyć. Wreszcie czuję się bezpieczna, wreszcie mogę być w czyjś ramionach dłużej niż pięć sekund bez poczucia zagubienia.
*So fly it's like a blessing but I can't have a man look at me for 5 seconds
Without be feeling insecure*
Czuję się dobrze, mimo otaczającego mnie zła - jest dobrze. Niektóre problemy minęły, niektóre dalej trwają, niektóre dopiero się zaczynają. Ale to przy tym brunecie z loczkami odnalazłam szczęście… Chyba odnalazłam. Waham się. Ciągle się waham. Ciągle czuję się zagubiona, mimo, że wszystko powinno być dobrze, mimo, że wreszcie kogoś obchodzę. Waham się.
*Never really had luck, couldn't never figure out
How to love*
Łzy, które zalewają moje oczy nie są łzami smutku, są wyrazem bezsilności. Niemocy, gdyż tak bardzo bym chciała móc wykrzyczeć co we mnie siedzi. Tak bardzo chciałabym powiedzieć Harremu, że rano znowu wymiotowałam, że nie mogłam się powstrzymać i że pocałowałam Zayna kilka dni temu, że nie wiem co o tym myśleć, że nie wiem co się dzieje.
- Co się dzieje? – Czy chłopak usłyszał moje nieme błagania? Czy to Bóg zsyła mi pomoc, daje szansę? Styles uważnie lustruje mnie wzrokiem, który tuż przed chwilą oderwał od ekranu telewizora na którym oglądał jakiś mecz.
- Nic, nic… Zmęczona jestem. – Mamroczę.
Oczywiście, że nie wykorzystałam swojej szansy, oczywiście musiałam spaprać jak zawsze. Przecież taka okazja już nie nadarzy, już nie będę miała sposobności w taki łatwy sposób powiedzieć o wszystkim… ale się boję. Boję, się, że zamiast słów pociechy dostanę w serce ostrzem. Boje się.
- Kochasz mnie? – Chce się upewnić. Siadam tak blisko chłopaka, że nasze nosy prawie się stykają, czuję jego równomierny oddech.
- Tak, a ty? – Proste słowa, które nie mogą do mnie dotrzeć. Czemu wcześniej o tym nie pomyślałam? Przecież, jeszcze nigdy wcześniej nie przedstawiłam Hazzie tak jasno sytuacji, jak on mi przedstawił parę tygodni temu. Znowu się waham, ale wiem, że jest tylko jedna, jedyna prawidłowa odpowiedz. Jedna, którą moje serce i umysł mi narzuca, jedna, która może zostać wypowiedziana.
- Tak. Harry kocham Cię, kocham. – Potok słów płynie mi prosto z gardła, na mojej twarzy pojawia się mimowolny uśmiech. Wszystko znika. Tylko ja i on. Nie wiem, czemu powiedziałam tak, a nie inaczej, ale skoro taka była moja pierwsza myśl, moja intuicja wie co robi i nie zawodzi. Moje ciało rwie się do chłopaka, tylko lewa noga w gipsie skutecznie to utrudnia. Pochylam się nad nim, a od przysuwa się do mnie. Znowu rozpływa się po mnie to przyjemne ciepło, a wszystkie troski odchodzą. Liczy się tylko ta chwila, liczy się tylko to, że on jest mój. Czuję jego bliskość, tego czego najbardziej mi brakowała, i to co potrafi mi pomóc zapomnieć.
* * *
*dwa dni później*
Dzisiaj wieczorem chłopcy wyjeżdżają, a ja siedzę pomiędzy jedną wielką czarną walizką, a kupą brudnych, najwyraźniej, zmiętych koszul. Harry biega w amoku od łazienki do salonu z tonami skarpetek, majtek, spodni i podkoszulków, co chwilę w opętaniu gmera w różnych szufladach, wynajdując różne ładowarki, kosmetyki czy sznurowadła. Eleanor stoi, w oczywistym stroju – czyli w samej koszulce swojego chłopaka i dość nieporęcznie składa i doprasowuje pasiaste bluzki. Zayn, który z niewiadomych przyczyn zjawił się w domu Larrego nie jest w lepszym stanie. Przepakowuje ubrania do większej torby, przy czym uważa, aby w żaden sposób nie stanąć na mojej drodze, czy nie złapać mojego morderczego spojrzenia. Nie wiem co chce mu przez to przekazać, ale wolę zachowywać dystans niż czułymi słówkami i przeprosinami spowodować kolejny przypływ namiętności.
Tylko Louis zachowuje się najbardziej normalnie, gdyż siedzi naprzeciwko mnie – przy kolejnym stosiku trampek Conversów i objaśnia mi gdzie po kolei będą występować, mieszkać i dla jakich magazynów mają zaplanowane sesje zdjęciowe czy wywiady. Ja, jak zaczarowana, przysłuchuję się jego opowieści. Taka trasa koncertowa, to naprawdę duże przedsięwzięcie, ale to atmosfera jest nie do opisania. Ile ja bym mogła dać, za jeden głupi występik, chociaż za jedną piosenkę wykonaną przed tłumem fanów. Niestety nie będzie mi to już nigdy dane…
- Polecisz kochanie, po jakąś kawę – zawodzi Harry z drugiego pokoju. A ja – wierna służąca – biegnę, jak zaczarowana, do najbliższego Starbucksa.
W drodze powrotnej zastanawiam się jak wytrzymam najbliższe tygodnie, bez tych wariatów. Będą to chyba najnudniejsze dni mojego życia. Za Harrym stęsknię się chyba niewyobrażalnie, tym bardziej, że moje ostatnie wyznanie chyba jeszcze bardziej nas ‘zespoliło’.
Wpadam do mieszkania, które jest w jeszcze większym bałaganie i od progu słyszę wrzaski z pokoju Louisa, Harry w kuckach czai się tuz pod drzwiami i nadstawia słuch, a Zayn stoi parę metrów dalej – najwyraźniej waha się czy podsłuchiwać dalej czy odejść. Skonsternowana patrzę na strwożonego Hazzę odkładam kawy jak najdalej, aby jej zapach mnie nie zdradził i staję tuż obok Malika, bo również, nie wiem czy to, aby na pewno, najlepszy pomysł.
- … po co to zaczęłaś? – Mówi, już lekko przyciszonym głosem Louis.
- Nie wiem, ale zrozum, tak nie może być. Nie może! – El wpadła najwyraźniej w szał, bo jej głos mocno drży i wcale nie próbuje ukrywać się z awanturą.
- Ni chciałem tego mówić, ale to tylko i wyłącznie Twoja wina, taka jest prawda…
- Jak śmiesz, przecież to ty mi nie chciałeś powiedzieć, to ty skłamałeś! Tak się ze mną, żegnasz, naprawdę? – Szmer zakładanego ubrania i stęknięcie torby podnoszonej z ziemi. Odruchowo ciągnę Zayna za mankiet i znikamy w łazience. Marszczę się mocno, kiedy słyszę krzyki na bezbronnego Harrego w kącie, trzask drzwi i znowu głos Louisa, który każe Haroldowi się odczepić, wrzeszcząc przy tym w niebogłosy. Zagryzam wargi i dopiero wtedy uświadamiam sobie, że stoję na wprost skonsternowanego Malika. Do tego znajdujemy się w łazience, drzwi są zamknięte, a miejsca mało.
- Przepraszam… wychodzę…  - próbuję się przepchać, obok jego ramienia, które skutecznie blokuje mi drogę. Jeżeli w ciągu pół sekundy nie opuszczę tego pomieszczenia, wiem, że rozpęta się wojna.
- Ella, chciałem się pożegnać. – Co on powiedział? Czy się przesłyszałam przez przypadek? – Pozwól mi się przytulić.
Tego za wiele, czy znowu Zayn ze mną gra czy znowu próbuje swoich sztuczek, lecz z drugiej strony jedno pożegnalne objęcie nie powinno niczego zmienić. Rozkładam lekko ramiona, a mulat przesuwa dłoń po moich plecach. Jego usta na moim policzku.
- Do zobacze… - Nie zdążam dokończyć słowa, bo drzwi otwierają się z hukiem i widzę w nich postać Harrego z miną, delikatnie mówiąc, mocno zdezorientowaną. Odskakuję od Zayna i w jednym momencie stoję już obok Stylesa. Wiem, że sytuacja z boku wygląda dwuznacznie, więc robię co mogę, aby zatuszować nieporozumienie.
- Żegnaliśmy się właśnie z Zaynem, wiesz, jakie potem będzie zamieszania. Cha cha, wiem jak to wyglądało, Boże, ale musieliśmy się schować przed rozwścieczonym Louisem i Elką. O co poszło, wiesz? Nie powiedział Ci? Biedaku, tak na Ciebie nawrzeszczał … - zalewam go nieprzerwanym monologiem, co chwila zerkając ukradkiem na Malika, który co chwila patrzy to na moje palce splecione z dłonią Harrego, to na moją rękę, która przeczesuje chłopakowi loczki, to znowu na ramię  otaczające mnie i moją talię…
 Co ja najlepszego wyprawiam? Czego ja do cholery chcę? Do czego ja zmierzam? Tego chyba nie wie nikt… To jest bezsensu, coraz bardziej się chyba pogrążam, coraz bardziej motam.
- Idę sobie nalać wody. – Czym prędzej znikam z pierwszej linii frontu, jednak uciekam prosto z pod deszczu pod rynnę. W kuchni najzwyczajniej w świecie siedzi sobie Louis – przy szklance wody właśnie. Na cholerę on tam siedzi, czemu nie poszedł gdzie indziej i czemu te głupie łzy kapią mi po policzkach? Matko … to jest czyste wariactwo. Przecież ze mną nie jest w porządku, kto normalny odstawiałby takie sceny jak ja dzisiaj? Kto by pomyślał, że stanę się kłamczuchą i do tego mazgajem?
Głupia krowo, przestań płakać, no przestań, przestań już. Nic się nie stało, Harry nie jest zły, Zayn dalej zraniony, ale mniejsza z tym. Louis nie widzi moich łez, nie widzi ich. Nie.
- Hm, możemy  pogadać, El? – Podrywam się na dźwięk dość szorstkiego głosu Harolda – odwracam się napięcie, posyłając znaczące spojrzenie Louisowi - aby w razie popełnienia morderstwa wiedział, że coś się święciło wcześniej. Podążam drobnymi kroczkami za moim chłopakiem , który zamyka drzwi i wskazuje mi fotel – czuję się jak na jakimś diabelnym przesłuchaniu.
- Wiesz… nie wiem jak to powiedzieć. – Podnoszę wzrok na chłopaka, który nerwowo bawi się swoimi palcami. Niech załatwi to szybko i bezboleśnie, niech mi wypomni jaka jestem głupia. Proszę. – Ja nie jestem idiotą. Nie rób ze mnie debila.
- Co? – Wyrywa mi się bezsensownie. Przecież ja go kocham, on mnie kocha jest pięknie. Po co zaczynać, jakiś niewygodny temat tuż przed wyjazdem co on chce mi powiedzieć? Boże, nie zniosę tego dłużej, nie wytrzymam tej ciszy, naszych oddechów. Zrobiło się naprawdę nie przyjemnie, atmosfera zawisła nade mną. Czy Harry odkrył moją tajemnice? Niech wydusi z siebie to, szybciej, szybciej.
- Myślę, że powinniśmy od siebie odpocząć. Wyjeżdżam, uporządkujmy swoje sprawy, a jak znów się spotkamy to pogadamy co dalej. – Wybucham lekko ironicznym śmiechem. Naprawdę nie wierze. Wszystkiego się spodziewałam, ale nie takiego końca.
Przecież tak brzmi rozstanie…
- Zrywasz ze mną? – Matko, czy ja to powiedziałam na głos? Może on wcale nie miał tego na myśli, może to było tylko takie gadanie. Może on wcale nie wie co to jest rozstanie?


- Nie wiem, ale nie mogę znosić kłamstwa. Co się dzieje między tobą i Zaynem? Nie udawaj! – Krzyczy, a ja zaczynam płakać – jak małe bezbronne dziecko. Może przestanie, może mnie przytuli, może będzie dobrze.

*I need to feel your heart beat when you say you love me* 

- Harry, proszę, nie krzycz, nic się nie dzieje…
*I don't wanna hear it if it's something that you don't mean* 
- Przestań, kłamiesz i łżesz cały czas. Nie jestem głupi, nie jestem. Miałem nadzieje, że mi powiesz, sama, że sobie wyjaśnimy to wszystko, ale nie, ty po prostu … Boże. Kochałem Cię… kocham. Czemu mi to zrobiłaś, czemu kombinujesz co jest ze mną nie tak?! Co?! – Takiej histerii jeszcze nigdy nie widziałam, drżę z przerażenia, kiedy chłopaka kopie szafkę, tak, że spadają z niej wszystkie płyty. Gdyby ktoś pół godziny temu mnie zapytał jakie będzie pożegnanie nigdy nie przypuszczałabym, że tak się dzisiejszy dzień skończy. Nigdy nie zastanawiałam się, że Harry tak może się wkurzyć.
- Błagam… ja nic nie zrobiłam…
- Ale myślałaś o innym, a to jest czasem gorsze. Co jest ze mną nie tak … – Łapie mnie za ramiona. Tak bardzo pragnę się przytulić do niego, tak bardzo chcę go trzymać w ramionach. – Cholernie zależy mi na Tobie, to dlatego … Przepraszam.
* If I had to leave you now, there would be an empty space
It doesn't matter anyhow, you can't take your things, and go your own way* 

Co się właśnie stało?
Louis, on by mnie zrozumiał. Ale moje oczy nie umieją wyrazić bólu i błagania, są tak samo puste jak oczy Zayna i jak oczy Harrego.
* And There's two more lonely people, in the world tonight, baby you and I
And there's two more lonely people, who give up the fight, yeah I'm on a ride
Well, you know my heart is achin' and you don't have to break it, if love don't change your mind
Yea, there's two more lonely people, tonight...*








No i co kochane? :) Co sądzicie, zmieniałam milion razy, żeby wyszło jak najlepiej i jestem zadowolona :) Jest godzina 2 w nocy, siedzę nad tym już baaardzo długo i od wielu dni.
Mam nadzieje, ze się podoba :D piszcie w komentarzach, bierzcie udział w ankietach, polecajcie mojego bloga jakby Wam się spodobał i zapraszam do posłuchania zamieszczonej piosenki Miley jest świetna :D xx

2 komentarze:

  1. Końcówka najlepsza < 3 .Ale wgl. wstęp tego rozdziału.. Wow ! : D
    Jestem dumna z tego że taka zdolna osoa ma mnie w obserwujących ; D

    WMYB_love1D

    OdpowiedzUsuń
  2. nieeeeeeeeeeeeeeeee... co za lipa, no nie. ale dobrze, że tak to wyszło, bo mogło być gorzej. no nic, ciekawa jestem co dalej z nimi będzie i czy bohaterka zrozumie, że czuje coś do Zayna. :)

    OdpowiedzUsuń