niedziela, 30 września 2012

XXIV.




Pierwsze nuty, pierwsze dźwięki, słuchawki na uszach i cisza. Nie wierzę, że znowu znalazłam się w studiu nagraniowym, chyba śnię na jawie. Moje najskrytsze, największe i najmocniejsze marzenie znowu się spełnia, jestem wreszcie w domu.
Cisza.
I mój głos. Bez problemu trafiam w dźwięki, trochę podciągam końcówki wersów i płynnie przechodzę do następnych linijek.
Refren – perkusja, gitara i znowu słyszę siebie. Cały ból zamienia się w krzyk, skowyt i mimo, że jestem bliska płaczu brzmię dobrze. Pokazują mi kciuki do góry - śpiewam dalej.
Nie chcę kończyć, bo muzyka pozwala mi zapomnieć. Śpiewając jest mi lepiej - wszystko co ze mnie siedzi może wypłynąć na zewnątrz, nie jestem już sama ze swoimi myślami – wreszcie cały świat słyszy moje nawoływanie, błaganie o ocalenie i o pomoc, a każdy mój zmysł wytęża się. Uczucie samotności, które potrafiłam znieść przez tyle lat, dzisiaj nie pozwala mi normalnie oddychać. Paraliżuje mnie od środka, wysysa ze mnie duszę i miłość … Bo wiem, że ona cały czas tkwi we mnie bardzo głęboko i jest to uczucie, którego nie umiem wyplenić z mojego obolałego mocno serca.
Zagubiłam się racja, zmarnowałam szansę, której nikt inny by nie zmarnował, zwykłe Directioners chyba by mnie skatowały, gdyby dowiedziały się co się wydarzyło. Zdradzić najlepszego chłopaka pod słońcem?
Próbuję być silna, lecz łzy spływają mi po policzkach.
Ostatnie wersy, a moje nastawienie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni – czuję się…  
*Like I'm made of glass
Like I'm made of paper…*

- Eva, opanuj się! Dziesięć minut przerwyyy! – Krzyczy Robbie – kierownik naszego zespołu. Kiwam głowę i ocieram wierchem dłoni policzki. Jestem w studio nie po to, aby się rozklejać, jestem tutaj w określonym celu – celu charytatywnym. Nagrywając, całkowicie za darmo utwory, wspieramy fundację zbierającą pieniądze na nieuleczalnie chorych. Robimy to całkowicie bezinteresownie, a jedyny cel jaki nam przyświeca to czysta chęć pomocy. Mówiąc ‘my’ mam na myśli ‘gwiazdy’, które poproszono o pomoc. Nie wiem jakim cudem znalazłam się na tej liście, ale czuję się naprawdę zaszczycona wiedząc, że Madonna i Rihanna, także udostępniły swój utwór na rzecz tej fundacji. Oczywiście więcej jest takich ‘niszowych’ gwiazdeczek mojego pokroju, lecz tak czy owak, robię coś dobrego.
Dobrego … chcę tak myśleć. Niestety wiem, że bardziej chcę pomóc sobie, a nie podopiecznym.
Od wyjazdu chłopców minęło już półtora tygodnia i przez ten cały czas robiłam dosłownie wszystko, żeby nie myśleć. Rzuciłam się w wir pracy – w szkole najlepsze oceny, ale i unikanie ciekawskich spojrzeń, w domu parogodzinne zakuwanie i dziwna, nie wiadomo skąd pochodząca, motywacja i teraz jeszcze śpiewanie - znowu. Zaczęło się niewinnie od wyjazdu Louisa i obietnicy, że nikt się nie dowie, ale i tak potem cała następną noc spędziłam płacząc jak bóbr… A potem, gdy iPod rozładował się zupełnie i smutne piosenki nie mogły zagłuszyć mojego bólu, zdrętwiała wzięłam tą nieszczęsną Horanową gitarę i zaczęłam sama śpiewać. Przynosiło mi to ulgę, ale teraz już wiem, że nie mogę uciekać bez końca. Nie da się odsunąć uczuć, zamieść je pod dywan i udawać, że nic się nie dzieje. Nie można też dalej tłamsić w sobie gniewu, wściekłości i żalu.
Powiedzieć prawdę Stylesowi? Nigdy.
Przemilczeć? Chyba jeszcze gorzej.
To może zerwać relacje i po prostu odejść…?
Nie mogę, nie mogę zostawić tego wszystkiego za sobą. Nawet jeżeli biegłabym szybciej niż porusza się dźwięk czy światło on by mnie dogonił. Jego uśmiech jest wszędzie, jego loki, jego zapach, który czuję od każdego mężczyzny. Otumania mnie. Owija się dookoła mnie ten cały jego czar, jego oddech mrozi mnie i nie pozwala wstać. Trzyma przy ziemi.
I jego głos. Chrypka, którą słyszałam jeden jedyny raz przez telefon. Gdy zapytał czy wszystko dobrze i gdy skłamałam. Pierwszy raz w pełni świadomie mu skłamał. Oszukując najbliższą mi osobę, łatwiej było już powtarzać, że się trzymam, że jest dobrze, że nic się nie stało. Nie myślcie, że ten pierwszy raz nie zabolał mnie – skłamałam do człowieka, który wiedział o mnie prawie wszystko. Zerwałam to niepisaną nić porozumienia, zerwałam wszystko co nas łączyło – nie przez samą zdradę nawet, ale za ukrywanie jej, za udawanie, że wszystko jest dobrze, wtedy, kiedy tak naprawdę rozrywam się na kawałki, tonę w bólu.
Nie słyszę jak ktoś wymawia moje imię, dopiero szarpanie za ramie wyrywa mnie z moich myśli.
- Eva! Dzwoniła ochrona, w Twoim mieszkaniu było włamanie, chcą, abyś tam jak najszybciej pojechała … - Puste słowa, które nie docierają do mnie. Mieszkanie … włamanie, apartament Larrego? Ten pocałunek Zayna w łazience i Harry… mój słodki Harold. Nie, jednak nie to nie to. Zaraz. Moje mieszkanie.
- Cholera jasna! - Moje kojarzenie faktów… tak, trzeba przyznać, że jestem niezła, skoro przemyślenie głupiego zdania zajęło mi ponad pół minuty, refleks mam świetny, pff … nawet więcej niż świetny. Potem wszystko dzieje się w zaskakującym tempie, zbyt szybko. Mój umysł nie nadąża za ciałem, wlecze się tylko za moją postacią parę metrów dalej.
W jednej chwili jestem w samym topie, nieogarnięta kompletnie, w drugiej siedzę już w taksówce, zapięta pod szyję parką i poganiam energicznie kierowcę. Nie wiele myślę, mimo, że impuls był na tyle silny, iż zaczynam czuć swoje obolałe kończyny, piekące oczy i suche gardło.
Wpadam na pięto i nie wiele patrząc, przypadkowo zrywam żółtą taśmę policyjną - klnę, na tyle głośno, że dwóch funkcjonariuszy odwraca się w moją stronę.
- Pani Vermont? Była włamanie, portier niezwłocznie zadzwonił po nas, nie zanotowaliśmy, żadnej kradzieży, jedynie duży bałagan, ale z tym to już do ubezpieczyciela…
Ma Pani jakiś wrogów?
- Słucham? - Zirytowana podnoszę lekko głos i próbuję przecisnąć się pomiędzy mężczyznami.
- Jesteśmy prawie pewni, że to nie było zwykłe włamanie … - Nie słucham ich, gdyż przekraczam drzwi, a moim oczom ukazuje się zakrwawiona posadzka. Próbuję wydusić jakieś słowa, ale bełkoczę tylko niezrozumiałe strzępki wyrazów. Co tu się stało? Kogo tu zabili?
- Spokojnie, to krew zwierzęca, nikt nie zginął. – Jego gruba dłoń klepie mnie po ramieniu i jak oparzona odskakuję. Nie on powinien mnie teraz dotykać, nie on … - Zostawiam wizytówkę, proszę się z nami skontaktować, jak Pani się uspokoi, wtedy porozmawiamy.
I wychodzą. Po prostu zatrzaskują drzwi i zostawiają mnie z tym całym bałaganem.
Kuchnia - porozbijane szklanki i talerze na ziemi, Salon mimo sterty papierów na ziemi praktycznie nie naruszony. Przedpokój obryzgany krwią, na widok której zbiera mi się na wymioty i wreszcie rozbite lustra w łazience i na półpiętrze.
Sypialnia … rozwalone łóżko i moje ubrania, wszystkie w czerwonej farbie. I ten przerażający napis na drzwiach ‘Do następnego razu’… Co to wszystko ma znaczyć? Czy tylko mi w tym momencie wszystkie fakty powoli zaczynając się łączyć w całość? To może oznaczać chyba tylko jedno, nie jestem już bezpieczna.
Trzesk papieru pod nogą - moje zdjęcie z Haroldem rozerwane na pół.
Mój głośny wrzask. Krzyczę w niebogłosy, wyję z bólu i szarpie się z moim swetrem.
Co znowu się stało? Czy nie mogą mnie zostawić w spokoju? Czy nikt nie może o mnie po prostu zapomnieć? Czemu mi to zrobiłeś?! Czemu…
Nie wiem kogo oskarżam, nie wiem czemu uderzam z całej siły raz po raz w ścianę i czemu wciskam ręce w porozbijane szkło na ziemi. Komu zawiniłam, komu…
Aby pogrążyć się jeszcze bardziej patrzę na telefon i przez łzy i odczytuję krótką wiadomość: ‘Tęsknie za Tobą, przyjedź do mnie.’
Trzaskam iPhonem o podłogę, tęskni za mną? Tak, jednak mnie oczy nie mylą, ale znowu Harry Styles okazuje mi dobroć, wtedy kiedy siedzę na samym dnie Rowu Mariańskiego i kiedy nawet najdłuższa drabina świata nie może pomóc mi wyjść na powierzchnię. Wszystko się pięknie pokomplikowało.

Przepraszam miśki, że tyle trwało dodanie następnego, nie jest najlepszy, ale musiałam jakoś pewne sprawy 'wyklarować'. Przysięgam poprawę! Będę pisać na bieżąco.
 I bardzo Was proszę o KOMENTARZE, nie wiecie ile mi sprawiacie nimi radości, proszę, niech każdy kto przeczyta ten rozdział wyrazi opinię pod spodem :) to wiele nie kosztuje, a staję się meeega szczęśliwa xxxx